Gdy przychodzi maj, jak Polska długa i szeroka przydrożne kapliczki ozdabiane są kolorowymi kwiatami i co wieczór przy wielu kapliczkach, zwłaszcza poświęconych Maryi da się zauważyć grupki osób odśpiewujących litanie loretańską.
Wśród tych osób widzimy i dzieci i młodzież, ale przeważają ludzie starsi. To piękna wielowiekowa tradycja. Kolejne pokolenia Polaków na kilkanaście minut w majowe wieczory, zatrzymują się by oddać ten czas i swoją drogę życia Maryi. Pcha ich do tego po trochę tradycja, po trochę po trochę wielkie zaufanie w Bożą Opaczność i wstawiennictwo Matki Boskiej.
Niestety coraz częściej, grupki tych osób to głównie panie w mocno zaawansowanym wieku, czasem z beretem na głowie. Taki przedział wiekowy skutecznie odstrasza młodsze pokolenia, a szkoda.
Od przydrożnych majówek odstrasza też dość prześmiewczy ton wielu, odnoszących się zwłaszcza do pań w beretach. Raczej nikt, z młodych nie chciałby być utożsamiany z takimi osobami. Starsza frekwencja przy kapliczkach to także wynik mody w samym Kościele. Tu ostatnio modne są wszelkiego rodzaju akcje charyzmatyczne, wielbienia, rozważania Pisma Świętego i nacisk na rozmowę z Bogiem, na obcowanie z żywym Jezusem. Nie piszę, że to jest złe, przeciwnie, ale stawiane jest to niejako w kontrze do tradycyjnej polskiej religijności, na którą patrzy się trochę z politowaniem, trochę z wyśmiewaniem, a trochę z wyższością jako na gorszą formę modlitwy, a to już dobre nie jest. W budowaniu relacji osobowej z Jezusem nie przeszkadzają bowiem tradycyjne formy modlitwy, więcej uważam że one tą relację pogłębiają.
Chrześcijaństwo jest bowiem religią wspólnoty. Niezalezienie od osobistej rozmowy z Bogiem, od naszej prywatnej modlitwy, Boga winniśmy wychwalać razem wspólnie, wśród znajomych, przyjaciół sąsiadów, a przez to być nawzajem dla siebie przykładem i świadectwem. Gdy przyozdabiamy kapliczki, gdy wówczas jak je mijamy czynimy przed nimi znak krzyża oraz wtedy gdy gromadzimy się pod kapliczką by się modlić dajemy wielkie świadectwo wiary i ufności przed innymi osobami podróżującymi daną drogą. Tworzymy jednocześnie wspólnotę, a przecież Jezus powiedział, gdzie dwóch lub trzech modli się w Jego imię tam i On jest. Dzięki byciu razem na modlitwie zapraszamy więc do naszej małej wspólnoty także Jego,,, Jezusa.
Wzorem naszych przodków podążajmy w majowe wieczory do naszych kapliczek, myślę, że takie małe wspólnoty bardzo się Bogu podobają.

