Maciek – pasterz z betlejemskich przedmieść. Nie miał swojego domu, od lat życie biegło mu na pilnowaniu, strzyżeniu i dojeniu owiec. Życie spędzał wraz z innymi towarzyszami niedoli, ledwo wiążąc koniec z końcem. Tego wieczoru wraz z kolegą, wybrał się do miasta. Miasto było przepełnione, było dużo ludzi, wszak przybyli na spis ludności. Liczył że sprzeda jakieś swoje produkty, ser czy wełnę z owiec.
W pewnej chwili dostrzegł parę podróżnych. Zdenerwowany mężczyzna biegał od drzwi do drzwi szukając miejsca do spania. Krzyczał i prosił by mu otworzono, bo jego żona rodzi. Spotykały go odmowy, słyszał jak zamykają przed nim kolejne już drzwi. Zastawiał się nawet czy faktycznie nie było miejsc, czy może gospodarze nie chcieli by w ich lokalu odbywał się poród. Tymczasem na ośle snuła się żona tego mężczyzny. Osłabiona, krzycząca z bólu. Ludzie mijali ich niewzruszeni.
Wiedział jak to jest, i jego przecież często przepędzano. Bo śmierdział owcami, bo to biedota i nie zostawi dużo kosztowności, bo jak to pasterz – typ spod ciemniej gwiazdy, z którym lepiej się nie zadawać. Ile to razy był wyrzucany.
Zrobiło jemu się ich żal. Od tej kobiety biło jakieś nie ziemskie ciepło. Wzbudza jego sympatię, Nie pozwoli by rodziła gdzieś na ulicy. Zaproponował więc temu mężczyźnie, że ma dla nich miejsce na nocleg, choć warunki nie są cudowne bo to grota gdzie trzyma hodowle. Zaprowadził ich na miejsce, zostawił e grocie i poszedł do innych pasterzy. Nie chciał być przy porodzie, a wiedział że ten już się zaczyna. Przerażało go to.
Wrócił do swoich i … wtedy na niebie zrobiło się jasno. Padł więc wraz z innymi na ziemię. Ale gdy usłyszał piękny śpiew, podniósł oczy. Zobaczył na niebie tysiące nieziemskich postaci, które śpiewem wysławiali Boga. Jeden z tych Aniołów oznajmił im, że w grocie rodzi się właśnie dziecię. To dziecię to wyczekiwany Zbawiciel, który odmieni losy świata. Aniołowie znikli, a Maciek i pozostali pasterze nie mogli uwierzyć czy to co widzieli to była prawda czy jakieś tylko złudzenie. Skoro jednak wszyscy to widzieli to chyba prawda.
Gdy zrozumiał czego był świadkiem, ruszył pędem w stronę groty, a wraz z nim pozostali pasterze. Zastał w niej parę, którą przyprowadził. Kobieta leżała opierając się mężczyznę i trzymając w ręku noworodka. Ten noworodek to Zbawiciel. Upadł na ziemię, a wraz z nim jego towarzysze. Upadł i oddał mu pokłon, a z oczu popłynęły mu łzy.
On, zwykły pasterz, biedak pogardzany przez wszystkich i wyrzucany z ich domów, ktoś po ludzku zupełnie przegrany. Taki nikt, stal się świadkiem narodzin Zbawiciela i tych wszystkich cudów na niebie. Zrozumiał, że jego życie ma sens…
Bóg nadaje sens każdemu z nas. Dla niego nie jesteśmy masą poddanych mu ludzi. On zna każdego z nas po imieniu i każdy z nas jest dla niego ważny. Życzę aby w te Święta Bóg Narodził się w waszych sercach, rodzinach i relacjach. By zagościł w grotach waszego życie i napełnił te groty sobą, nadając sens życiu każdego z Was.
Wesołych Świąt
Ps. Kolejne Adwentowe Opowieści, kto wie, być może za rok.


Piękna opowieść z przesłaniem. Błogosławionych Świąt.
„Narodził się w stajence
Chociaż mieszkał w niebie
Tak bardzo kocha mnie
Tak bardzo kocha ciebie”
Dziękuję 🙂