Spoglądał na Maryje śpiącą kilka metrów od niego, gdzieś w rogu groty na przedmieściach Betlejem. Była skrajnie wyczerpana po porodzie zakończonym ledwie kilka godzin temu. Nieopodal w żłóbku leżało dzieciątko. Czuwał by jego bliskim nie stała się krzywda… i wspominał ostatni czas.
Ostatnie miesiące były dla niego bardzo trudne. Pamięta radość, gdy został zaślubiony Maryi. Czuł się wówczas tak szczęśliwy jak chyba jeszcze nigdy w swoim życiu. Nie zapomni jednak tej chwili gdy zobaczył Maryję jak wróciła od swojej krewnej Elżbiety i dostrzegł że jest w ciąży. Wiedział, że nie współżyli, przecież jeszcze nie czas. Czuł się zdradzony i zawiedziony. Powinien rozejść się z Maryją. Wiedział jednak, że zgodnie z prawem, groziła jej kara za cudzołóstwo – kamieniowanie. Nie chciał tego. Kochał ją i nawet w obliczu zdrady, nie chciał dla niej krzywdy.
Nie mógł uwierzyć w jej zapewnienia. To przecież niemożliwe by bez zbliżenia z mężczyzną ona zaszła w ciąże.
Opowiadała mu o wizycie Anioła o tym, że opowieść Anioła o ciąży Elżbiety okazała się prawdą. Tylko jak w to uwierzyć? Długie godziny na modlitwie. Rady przyjaciół, rodziny i okropny ból zdrady. Wszystko zmieniło się wówczas gdy we śnie i do niego przyszedł Anioł.
Gdy rano się obudził, postanowił zaufać Aniołowi, podjął decyzje, że zwiąże się z Maryją na zawsze i zaopiekuje się nią i dzieckiem.
Ta decyzja sprowadziła do jego wnętrza pokój. Nie chciał już słuchać znajomych, wiedział że robi dobrze.
Te kilka ostatnich dni, były jednak najtrudniejsze. Podróż zaczęła się z jego powodu, musiał przybyć do Betlejem na spis ludności. Wszędzie pełno ludzi. Trudne warunki podróży znosiła dzielnie, ale on bał się o to że rozwiązanie zastanie ich w drodze. Czym dłużej szli tym Maryja coraz częściej narzekała na bóle. Gdy dotarli do Betlejem było coraz gorzej, na dodatek nigdzie nie było wolnego miejsca na nocleg. Nikt nie zgodził się ich przyjąć.
Z pomocą przyszedł im nieznajomy pasterz, który zaprowadził ich do tej groty. Poród, a potem… ta gwiazda, która tak mocno oświetla ich grotę i pastuszkowie, którzy zbiegli się do groty i upadli na kolana, twierdząc iż ukazali im się aniołowie i opowiedzieli im o tym, że to dziecię to ich Zbawiciel…
Z zamyślenia wyrwał Józefa wyrwał nagły harmider. Obudził Maryję, ta zabrała na ręce dzieciątko, bo nieopodal ich groty zatrzymała się karawana, z której po chwili wyszło trzech mężczyzn. Zdaniem Józefa to jacyś możni, może królowie. Przyszli, a za nimi ich służba niosła skrzynie pełne złota, kadzidła i mirry. Przyszli i padli na kolana…
Postawa Józefa, była postawą kontra ówczesnym zasadom. Postanowił uwierzyć swojemu sercu i temu co mówił do Niego Bóg. Nie szedł ślepo za tym co podpowiada społeczeństwo, mimo iż w pierwszym odruchu zamierzał zostawić Maryję. Otoczył ją i jej syna opieką i nigdy swej decyzji nie zmienił. Tymczasem wielu z nas, woli pójść na łatwiznę. Łatwo rezygnujemy, wycofujemy się z decyzji, uciekamy od odpowiedzialności, patrzymy tylko na własne „ja”. Wielu z nas powinno wpatrywać się w Świętego Józefa i stać się dla swoich żon, dzieci a w konsekwencji dla Świata, pewną i niewzruszoną przystanią bezpieczeństwa.

