Boże Narodzenie już dawno się skomercjalizowało. Tamten czas łatwo jest bowiem obudować w ckliwe ramy baśni, magiczny dziecinny świat migających światełek i jeszcze łatwiej zamienić go w komercyjny szał zakupowego szaleństwa. Z Wielkanocą jest trudniej.
Wielkanoc łączy się bowiem z Wielkim Piątkiem. Na pierwszym planie widzimy więc krzyż i cierpiącego Jezusa. Potem świętujemy jego zwycięstwo nad cierpieniem, śmiercią, szatanem. No ale jak tu skomercjalizować Zbawiciela. Nie mamy tutaj dzieciątka, budzącego ckliwe skojarzenia, ale mamy Pana i Zbawiciela Zmartwychwstałego ze śladami na nogach i rękach po wielkopiątkowej męce.
Trzeba więc z obiegu powszechnego tego Jezusa wykreślić, a w zamian zastąpić go obrazkiem pisanek, króliczków, zajączków, bazi i kwiatuszków. Taki obraz daje z czasem możliwość wprowadzenia zajączka czyli takiego wielkanocnego Mikołaja roznoszącego prezenty. I już biznes się kręci.
W Polsce te procesy wyrugowania prawdziwych symboli wielkanocnych z powszechnego obiegu nie są jeszcze tak dramatyczne. Wszystko chyba przez to, że w Polsce nadal bardzo uroczyście obchodzi się dni Wielkiego Tygodnia, ale są już przecież miejsca na Świecie, gdzie nie mówimy o Świętach Wielkiejnocy ale o Świętach Wiosny.
Niemniej i u nas może dojść do całkowitej komercjalizacji tego czasu. Duża tu jednak rola Kościoła i nas wszystkich wiernych, by obchodzić ten czas bardzo uroczyście. Liturgię Wielkotygodniowe przeprowadzać z pietyzmem i tłumaczyć wiernym tą piękną symbolikę liturgii. Ten czas może być okresem, gdy w sercach wielu katolików rozpala się wiara, może być impulsem do lepszego poznania Jezusa. Warto zatem to wykorzystać, warto nie iść na skróty, warto zwracać uwagę na symbole i je przestrzegać. To jak podchodzimy do najważniejszych tajemnic naszej wiary, obserwują inni- jeśli widać w naszej postawie bylejakość to postawa taka nie rozpali wiary innych, nie przyciągnie innych do Jezusa, a przecież Chrześcijaństwo to taka religia, która działa przez przykład i przyciąganie.


I przede wszystkim namawiać, by uczestniczyć w Triduum. Bo jeśli ktoś przyjdzie tylko w niedzielę, to nie ma szansy tego przeżyć w całości…