W ewangelii z ostatniego poniedziałku Pan Jezus mówi: „Jeśli się nie zmienicie i nie staniecie jak dzieci nie wejdziecie do Królestwa Niebieskiego”
Dziecko wie, że bez rodziców nie dałoby sobie radę.
Dziecko najbardziej bezpieczne czuje się gdy blisko są jego rodzice.
Być jak dziecko, to ufać jak dziecko i wierzyć swojemu Ojcu tak jak dziecko wierzy Jego rodzicom.
Łatwo powiedzieć zaufaj Jezusowi tak jak ufałeś swojemu ojcu gdy byłeś kilkuletnim chłopcem. Łatwo powiedzieć, gorzej zrealizować. Zresztą, to zaufanie to jedno, posłuszeństwo to coś innego. Każdy rodzic wie, że dziecko chyba w każdym wieku chce wybić się na niepodległość, dlatego w zależności od stopnia rozwoju jest mniej lub bardziej posłuszne.
Gdy jednak dzieje się krzywda wie że znajdzie schronienie w bliskości swoich rodziców i biegnie by im się poskarżyć, wypłakać utulić. Chciałbym umieć tak powierzać swoje trudności Bogu jak dzieci powierzają je swoim rodzicom.
Dobra droga, to droga w bliskości z Nim. O mojej bliskości z Nim będę zatem w tym sobotnim cyklu pisał. Cykl „Dobra droga” to kontynuacja wpisów z wiosny ukazujących się w ramach „Postnej Drogi” i „Drogi Światła” To taki cykl będący nie jako duchowym dziennikiem. Poczytacie tu różne moje przemyślana na temat spraw wiary, tego co dzieje się w kościele, ale i moje „medytacji” nad słowami Pisma Świętego. To bardziej cykl dla mnie, gdyż mobilizuje by po to Pismo Święte sięgać, czytać je, rozważać. By potem to co uderzy najbardziej zostało zapisane tutaj, może dla Was, ale tak naprawdę dla mnie- dla siebie samego.


No właśnie, czy to nie jest tak, że głównie piszemy dla siebie samych, by coś poukładać, wyrazić siebie, a dopiero na drugim miejscu dla innych, którzy przy okazji stają się odbiorcami naszych myśli i mogą nam towarzyszyć..
Zdecydowanie tak jest, przynajmniej w moim przypadku