Po ubiegłotygodniowych wyborach, powszechnie mówi się o tym, że Polacy postawili na zmianę i chcą aby odpowiedzialność za losy kraju przejęła dotychczasowa opozycja. Politycznie czeka nas zatem czas zmian. W tym miejscu może warto zafundować sobie w swoim prywatnym życiu jeszcze jedną zmianę…
Chodzi mi o dokonanie jeszcze jednego wyboru, o postanowienie aby przewodnikiem, panem i przyjacielem w naszym życiu został Jezus. Ktoś powie, że już od dawna wybrał drogę z Nim. To nic nie szkodzi, zawsze jest się z czego nawracać, zawsze jest powód by Jezusowi powiedzieć bardziej „TAK”.
Każde „TAK” dla Jezusa gwarantuje zmiany w życiu, bo On nigdy nie pozostawia nas samych, czeka tylko na to byśmy zdecydowali się Jemu zaufać i wybrać go za drogowskaz na drogach naszego życia.
W piątkowej ewangelii czytamy o tym, że wróble są drogie w oczach wróbli i że my o wiele wiele bardziej jesteśmy dla Niego ważni, niż te wróble. To daje nadzieje, to gwarantuje że droga z Nim, to naprawdę dobry wybór, który sprawi że będziemy w naszym życiu świadkami Bożej interwencji, opieki, cudów, że będzie pięknie.
Wielu współczesnych ewangelizatorów zachęca do takiej zmiany, wskazując na to jak bardzo Bóg jest dobry, opowiadając o Jego miłości, miłosierdziu i trosce o nas. I bardzo dobrze, uważam że tylko tak zdołamy dotrzeć z przekazem o Dobrej Nowinie do tych co nie wierzą, albo tylko co tą wiarę stracili. Inne prawdy o Bogu- o tym, że winniśmy w dobry sposób bać się Boga (też o tym czytamy w wyżej wspomnianej ewangelii z piątku), że jest sędzią sprawiedliwym- też są ważne i nie można o nich zapominać. Tylko, że te prawdy o Bogu nie mogą przesłonić prawdy o Bożej miłości bo tylko w perspektywie miłości Bóg jest sędzią sprawiedliwym. O każe, o piekle, o cierpieniu i jego sensie jest zatem potrzeba głosić ale dopiero w kolejnym etapie ewangelizacji, wtedy gdy osoby do których chcemy trafić z Dobrą Nowiną faktycznie tą Dobrą Nowinę przyjmą i w nią uwierzą.
Wielu ewangelizatorów zatrzymuje się tymczasem, na początku ewangelizacji i mówi tylko o tym jak piękne jest życie z Bogiem. Ma rację, ale zatrzymując się tylko w tym miejscu tworzymy tzw ewangelię sukcesu, która nie ma nic wspólnego z prawdziwym przesłaniem Pisma Świętego. Bowiem w ewangelii wiele jest fraz mówiących o tym, że droga za Jezusem, nie jest pozbawiona trudu, nie gwarantuje braku cierpienia, problemów, ale pozwala tym zmaganiom nadać głębszy sens i nadzieje. Bo przecież nie można zapominać polecenia Jezusa, że kto chce iść za Nim winien wziąć swój krzyż…


Tak, „Ewangelia sukcesu” w którymś momencie poniesie porażkę w sercu i umyśle człowieka, bo… po prostu życie jej zaprzeczy. Tak jak zaprzecza baśniom, tym, co to zawsze z happy endem. Hans Christian Andersen był autentycznym ewangelizatorem w swoich tak często pełnych bólu opowieściach.
Cierpienie jest prawdziwe, niekiedy druzgocące, i jeśli nie chcemy tłamsić naszego człowieczeństwa, to nie udawajmy, że nas ono cieszy. Nie cieszy ani nas ani Boga, który nas kocha. Ale On niesie z nami krzyż… Pierwszym słowem Boga jest miłość. Powinna też być naszym pierwszym słowem o Nim.
Pięknie napisane Pani Alicjo. Zwłaszcza to ostatnie zdanie o Bożej miłości wbija w fotel.
Pozdrawiam
Aby zainteresować drugą stronę, trzeba dostosować język do odbiorcy. Nie znam „ewangelii sukcesu”, w dzieciństwie byłem raczej straszony. Generalnie myślę jednak, że jeśli coś jest niedoskonałe, ale działa – jest lepsze od nieosiągalnej i niedziałającej doskonałości.
Pozdrawiam.
No zdecydowanie racja. Uważam, że żadna skrajność nie jest dobra, a więc ani straszenie, ani nastawienie na sukces i życie bez przeciwności losu.