Powoli wchodzimy w czas zadumy związany z uroczystością Wszystkich Świętych.
Gdy byłem dzieckiem, nie lubiłem tego dnia. Bałem się go. Śmierć napawała mnie lękiem. Bałem się zmarłych, duchów i wszystkiego tego co związane z tamtym światem. To zaczęło się zmieniać, niestety dość szybko, gdy zmarła moja mama. Byłem wtedy w podstawówce. Tamto wydarzenie sprawiło, że lęk zamieniłem na tęsknotę, w której trwam do dziś.
Pierwsze dni listopada to wspomnienie naszych zmarłych, ale pierwszy dzień to piękne i duże święto Wszystkich Świętych. Kto wie, kto z naszych bliskich zmarłych jest już zbawiony, a więc 1 listopada to także jego święto? Być może wielu z tych których groby nawiedzamy w te dni żyje już w radości zbawionych. Być może wielu z nich także, szybciej dostąpiło łaski zbawienia, zostało uwolnionych z czyśćca również dzięki naszym modlitwom- dlatego tak ważne jest nasze zaangażowanie w modlitwę za zmarłych.
Wracając jednak, do moich wspomnień z tych dni z dzieciństwa, to muszę powiedzieć, że miałem szczęście. Wtedy w końcówce lat 80-tych i w latach 90-tych nie wielu jeszcze słyszało o halloween i chyba nikt tego nie obchodził. Zastanawiam się wiec jak dziś te święto przeżywają dzieci. Skoro nikt mnie nie straszył kościotrupami i innymi upiorami, a lęk pojawiał się tylko w związku z klimatem tych dni który mimowolnie kierował myśli nawet dziecka w stronę umierania, to co by było gdybym był torpedowany symbolami halloween?
Zastanawiam się, więc jak uchronić dzieci przed zabawą w halloween? To niezwykle trudne, bo przecież święto to coraz bardziej wdziera się w naszą popkulturę i staje się modne. Ktoś także powie, no ale co złego jest w wydrążonej dyni czy w przebraniu się w potwora i zbieraniu przy tym cukierków? Teoretycznie nic. Chociaż… kto wie jak epatowanie takimi straszydłami- dla nas dorosłych tylko dla hecy, wpływa na naszych najmłodszych. Czy nie napawa ich lękiem, do którego nawet będą bali się przyznać?
Nie chcę tym wpisem stworzyć przekazu, że będę walczył z każdą dynią czy przejawem tej popkulturowej zabawy, chcę jednak zwrócić uwagę na to, że nawet ta z pozoru niewinna zabawa może pchnąć nas w rejony niebezpieczne duchowo. Pytanie zatem czy warto w te rejony iść?
Jako wierzący wiemy bowiem że szatan istnieje i nie warto ryzykować by otworzyć mu furtki do naszego życia. Jako wierzący wiemy jednak także, że Bóg jest silniejszy od wszelkiego zła i diabelstwa. Zamiast zatem bać się panicznie dyni, powinniśmy zadbać o naszą relację z Jezusem, o to by być z nim blisko, by być w stanie łaski uświęcającej. Jeśli Bóg z nami, to któż przeciwko nam?!
Jeśli chodzi o nasze dzieci, nie uchronimy ich od wpływu popkultury, muśmy jednak zrobić wszystko by umiały dobrze wybierać i żyć tak by nie bojąc się świata wiedziały, że co prawda wszystko wolno, ale nie wszystko co wolno jest dla nich dobre. Trudne to dla nas zadanie, ale warto je podjąć. Myśląc o tym zadaniu, musimy w naszych rodzinach pielęgnować takie wartości i taki sposób świętowania który zgodny jest z tym jak chcemy żyć.
Nie chodzi tylko o halloween ale co cały ten nasz otaczający świat. Na naszych oczach jest on coraz bardziej z sekularyzowany, świecki a miejsce Boga zajmują liczne bożki i widzimy jak łatwo w rejon ludzkiej duchowości wróciło pogaństwo. Mamy jednak wiarę, dobrze aby innym opowiadać czy to wprost, czy przykładem naszego życia, jak bardzo Bóg jest dobry i jak dużo bardziej fascynujący niż zło i straszydła.


Alternatywą dla halloween są bale wszystkich świętych i przebieranie się dzieci za świętych.
Tak, podoba mi się ta incjatywa
Nigdy nie obchodziłem haloween, uważam to za głupotę – taką samą głupotą jest dla mnie jego zwalczanie.
Żyj i daj żyć innym. Nie podoba się – nie rób i nie patrz. Szkoda jednak czasu na usilne zwalczanie tego, co nam się nie podoba, ale nie szkodzi nam bezpośrednio.
Pozdrawiam.
Zgadzam się z Pana zdaniem, z małym zastrzeżeniem- jeśli założymy (nie twierdzę że tak jest) że – jak twierdzi część ludzi Kościoła- haloween to wielkie duchowe zagrożenie i branie udziału nawet w niewinnej zabawie z lekką haloweenową zabawą może skończyć się źle, to powinniśmy umieć o tych zagrożeniach mówić, by innych przed nimi przestrzec.