Wracam dziś do ewangelii z ostatniej środy i do słów Jezusa:
«Jeśli ktoś przychodzi do Mnie, a nie ma w nienawiści swego ojca i matki, żony i dzieci, braci i sióstr, nadto i siebie samego, nie może być moim uczniem. Kto nie dźwiga swego krzyża, a idzie za Mną, ten nie może być moim uczniem.”
Jezus zachęca nas tym samym iż dobry interes zrobimy ze swoim życiem, jeśli wszystko postawimy na Niego. W dalszej części ewangelii podaje nawet przykłady dobrego planowania przed podejmowaniem danych działań. Dla Jezusa, bycie Jego uczeniem jest równoznaczne z wyrzeczeniem się wszystkiego co się ma.
Potrafisz tak?
Jeśli człowiek zrozumie, że jest tutaj tylko na chwilę, że wszystko co ma jest tak naprawdę Boże- nie nasze, więcej jeśli wszystko co posiada odda na własność Bogu, to może na to swoje życie, na swoje sukcesy czy porażki popatrzeć trochę z innej perspektywy.
Wyrzeczenie się wszystkiego dla Jezusa nie oznacza chęć bogacenia się, gromadzenie dóbr, rozwoju jest sprzeczne z wolą Jezusa. Wręcz przeciwnie, mamy się rozwijać, mamy się bogacić, mamy w pocie czoła walczyć o nasze lepsze jutro, ale właśnie po to by rozwijać Jego dobra. Jeśli w tej perspektywie poukładamy wszystko, jeśli On stanie się numerem jeden w naszym życiu, to przecież w sposób naturalny wszystko inne będzie na swoim miejscu. Relacje z innymi także. Bóg te relacje porządkuje, umacnia, rozwija- od Niego wypływa przecież miłość i dobroć. Jeśli On będzie na pierwszym miejscu to to nasze gromadzenie dóbr, to bogacenie się, ten rozwój nigdy nie będzie kosztem innych, nigdy nie będzie z chęcią wyzysku innych i nigdy nie zamknie się na innych.


Nie trzeba wierzyć, by nie wykorzystywać i dobrze traktować innych.
Zdarzają się mocno wierzący (a przynajmniej gorliwie praktykujący), którzy nienawidzą i źle traktują innych.
Zatem związek, o ile w ogóle istnieje, jest bardzo luźny.
Pozdrawiam.
Tak, ale wierzący powinni być przykładem