Adwent i Święta Bożego Narodzenia, są chyba największym dowodem na to jak bardzo ten zachodni Świat uległ zeświecczeniu. Ten grudniowy okres, jest piękny. Miasta ubrane w piękne oświetlenia, na rynkach stają choinki. Szarość późnej jesieni i początku zimy zostaje pokonana przez wręcz bajkowy krajobraz ozdób świątecznych. Tyle że w przestrzeni publicznej, co raz trudniej w tych dekoracjach odnaleźć symbolikę nawiązującą do chrześcijaństwa.
Wszędzie dookoła wyglądają na nas krasnale z nie widzieć czemu zasłoniętymi twarzami, renifery, gwiazdki, płatki śniegu czy dziadki do orzechów. Nie chodzi mi o to, że krytykuje te ozdoby. Wręcz przeciwnie uwielbiam je. Mój dom w okresie Świąt Bożego Narodzenia staje się kiczowatoświąteczny. Razem z żoną uwielbiamy te świecidełka.
Chodzi tylko o to by znaleźć też ozdoby które wprost kierują naszą uwagę w przyczynę tego grudniowego zamieszania. Tą przyczyną jest oczekiwanie i przyjście Jezusa Chrystusa. Chciałbym nauczyć tego dzieci, chciałbym by nigdy nie zapomniały, że te ostatnie dni w roku to nie jest magiczne święto zimy ale Święto Narodzenia Pana Jezusa i by On był kimś ważnym w ich życiu.
Nie może zatem w moim domu zabraknąć szopki, dekoracji na stole, która wprost nawiązuje do Dzieciątka Jezus, a w adwencie dekoracji związanej z oczekiwaniem na Święta. Wieniec adwentowy, zapalanie kolejnych świec w kolejne niedziele adwentu, które staje się przyczynkiem do rozmów w rodzinie o Bogu, pozwala według mnie nie zgubić sensu tego czasu. Dzieci muszą także obserwować rodziców i to co jest dla nich ważne. Dobrze jest wprowadzać je piękny zwyczaj Mszy Świętych Roratnich.
Maryja jest dla mnie centrum adwentu. Wspominamy przecież niejako okres jej oczekiwania na narodzenie syna. Wspominamy czas, gdy Jezus był pod jej sercem, gdy Ona była pierwszym w historii tebernakulum.
To także czas, który zwraca naszą uwagę na trudy macierzyństwa, trudy ciąży i trudy rodzicielstwa. Sytuacja Maryi i Św. Józefa nie była przecież łatwa, zmagali się z przeciwnościami losu, z koniecznością trudów podróży do Betlejem, czy choćby, zmagania się z oceną społeczności co do prowadzenia się Maryi. Gdy zaszła w ciąże była przecież jedynie narzeczoną Józefa. Jej „niech mi się stanie według Twego słowa” jest zatem zgodą nie tylko na piękną i niezwykle zaszczytną funkcje Matki Bożej, ale na wszelkie trudy, cierpienia jakie z tą jej rolą się wiążą.
Podziw może budzić także to, że gdy Maryja dowiedziała się od anioła, że jej krewna Elżbieta jest w ciąży, pospieszyła z pomocą do niej. To dla nas przykład tego by nie zamykać się na sobie, by w zwykłym życiem i otwartością na problemy i sprawy innych, zanosić do ich rzeczywistości Jezusa, którego my poznaliśmy, a inni może nie do końca.
Ten czas, zwraca także uwagę na męstwo Świętego Józefa. Męstwo, które nie jest zamknięte na Światło Ducha Świętego. Jego decyzja po tym, gdy we śnie przyszedł do niego anioł, by nie odsuwać od siebie Maryi, by się nią i jej dzieckiem zaopiekować, była przecież decyzją w kontrze rozumowi i ówczesnym standardom, a jednak otwartość Józefa na boże natchnienia pozwoliła mu na podjęcie najlepszej z możliwych decyzji. Wzór dla nas, mamy być ludźmi modlitwy i otwartości na Boże natchnienia.
Jest to zatem rodzinny czas, wykorzystajmy go by wzmocnić nasze rodzinne więzy, by znaleźć czas i otworzyć się na siebie na wzajem i wpuścić do tej naszej szarości Matkę Bożą w stanie błogosławionym, a więc i Jezusa będącego pod jej sercem.
Tu na blogu w adwencie, proponuje, coś napisane w innym niż zazwyczaj gatunku literackim. Proponuje pewną piękną historię pewnej rodziny, w trzech odsłonach publikowanych w każdą sobotę adwentu, na pierwszą część zapraszam zatem za tydzień.
Pięknego adwentu życzę.

