«Patrz! Kładę dziś przed tobą życie i szczęście, śmierć i nieszczęście. Ja dziś nakazuję ci miłować Pana, Boga twego, i chodzić Jego drogami, zachowywać Jego polecenia, prawa i nakazy, abyś żył i mnożył się, a Pan, Bóg twój, będzie ci błogosławił w kraju, który idziesz posiąść.” (Pwt 30,15)
Powyższy cytat z czwartkowego pierwszego czytania idealnie wpasowuje się w klimat początku Wielkiego Postu. Mówi się, że ten postny czas, dany nam jest po to by znów nawracać się, by zerwać z grzechem, bylejakością, by znów zapatrzyć się w stronę Jezusa. Po co potrzebne nam to nawrócenie? Byśmy doświadczyli szczęśliwego życia, już tu na ziemi.
Przykazania, nakazy i zakazy jakie płyną z naszej wiary, nie są czymś co nas ogranicza, są czymś co prowadzi nas do wolności. Pamiętam jak jeden z kapłanów, podczas kazania wskazywał iż o ile problem mamy z zachowywaniem przykazań, to każdy by chciał by inni w stosunku do niego te przykazania zachowywali. Nikt przecież nie chciałby zostać okradziony, pobity czy zabity, każdy z rodziców chciałoby by było przez swoje dzieci szanowane, nikt z małżonków nie chciałby zostać zdradzony. Gdybyśmy zatem żyli zgodnie z przykazaniami, nasze życie byłoby dużo weselsze- nie oznacza, że bez cierpień i trudności, ale pozbawione byłoby wielu ran jakie otrzymujemy od innych.
Przykazania nie są zatem ograniczeniem, są drogowskazem jak żyć, którędy iść, by dobrze żyć, by osiągnąć jeszcze tu na ziemi szczęście, takie prawdziwe, wewnętrzne szczęście, takie mimo wszystko- mimo trudności, mimo przeciwności losu.
Wielki Post jest zatem po to by znów wybrać życie i szczęście, by przypomnieć sobie, że jeśli będziemy zachowywać nakazy Boże, to żyć będziemy w obfitości.


Nie można powiedzieć, że zakazy/nakazy ograniczają lub nie – każdy trzeba oceniać osobno i pamiętać, że nawet dobre prawo może być źle interpretowane.
Mamy np. ostrą dyskusją o zadaniach domowych w szkole, ale do ich zwolenników w ogóle nie dociera, że większość z nich jest bezsensowną dłubaniną – czyli sprzeciw jest uzasadniony.
A interpretacja: kiedyś samobójstwo było grzechem ciężkim. Dzisiaj uznaje się go za objaw choroby, więc nie ma niczyjej winy. Albo jest wina kogoś, kto drugiego do samobójstwa doprowadza.
Pozdrawiam.
Obiie wspomniane przez pana sprawy mają wspólny fundament. Pierwsza – aby być wsparciem dla uczniów, by mieli przed sobą życie, perspektywę, a nie śmierć. Druga – aby być wsparciem dla potencjalnych samobójców – by mieli przed sobą życie – też perspektywę, a nie śmierć.
Biblia, ten fragment z Pwt mówi o fundamencie: czy będziemy szli drogą życia, czy śmierci. Czy będziemy uczyć się być wsparciem dla siebie, czy może wrogami. Chociaż Biblia to jest dużo więcej niż to.