59. Danuta Szaflarska: życie, wiara i ks. Popiełuszko

Czasem jest tak, że wartość innej osoby dostrzegamy dopiero wtedy, gdy jej zabraknie. Tak mam w przypadku Danuty Szaflarskiej. Wiedziałem że taka aktorka istnieje, wiedziałem że jej życie przeplatało się z trudną historią naszej ojczyzny, że brała czynny udział w Powstaniu Warszawskim, potem w komitecie prymasowskim. Suche fakty.

Teraz, gdy po jej śmierci media przytaczają jej wypowiedzi, udostępniają wywiady, dostrzegłem jak mądrą osobą była. Aktorka- gwiazda w pełni tego słowa znaczeniu, pogodna i pełna prostoty i ufnej wiary w Boga.  Z tą wiarą u niej zresztą nie było łatwo. Po złym potraktowaniu jej podczas spowiedzi przez księdza odeszła od niej na 40 lat. Powróciła dopiero dzięki ks. Jerzemu Popiełuszce. W jej słowach widać, doświadczenie życia i wielką radość. Powiedziała kiedyś:

Był taki czas, gdy ciągle się spieszyłam. Na przykład jechałam tramwajem i chciałam, żeby on jechał jeszcze szybciej. Miałam ten pośpiech w sobie. I nagle pomyślałam: „Zaraz, dokąd ja się tak śpieszę? Przecież na końcu czeka na mnie trumna” (śmiech). Pozbądź się tego wewnętrznego biegu. Oglądaj świat, obserwuj, co się dookoła ciebie dzieje, bo życie mamy jedno, a przecież we wszystkim można znaleźć tyle piękna. Właściwie samo to, że się żyje, jest już czymś cudownym. 

Jej znajomość z księdzem Jerzym Popiełuszko była także niezwykła. Zaczęła się od procesu politycznego i zaowocowała spowiedzią po 40-stu latach. Przeczytajcie sami:

Byłam delegowana przez Komitet Prymasowski do udziału w procesach politycznych. W czasie jednego z nich usiadł koło mnie jakiś młody człowiek, który przedstawił się tak: „Nazywam się Popiełuszko, jestem księdzem”. „O!” – pomyślałam sobie. Ale wyglądał sympatycznie. Kiedy w przerwie zaproponował, żebyśmy poszli na kawę, to uznałam, że to dobry ksiądz (śmiech). Widzieliśmy się na tych procesach codziennie i któregoś dnia on mnie pyta: „Czy pani przeczytałaby w czasie mszy za ojczyznę wiersz?”. Ja mu mówię: „Proszę księdza, ja jestem niewierząca i do kościoła nie chodzę”. A on na to: „To nie szkodzi, ale wiersz przecież może pani przeczytać”. Bardzo mi się spodobało to, że kiedy ja mu powiedziałam: „jestem niewierząca”, to on odpowiedział: „nie szkodzi”. (…)Zaprzyjaźniliśmy się w czasie tych procesów, razem działaliśmy w Komitecie Prymasowskim, moje dzieci miały z Jerzym częsty kontakt. Przekonało mnie to, jakim on był człowiekiem. Interesował się wszystkimi, szanował ludzi, nie obchodziło go, czy ktoś był wierzący, czy nie. To zaważyło. Ja bym sama nigdy po tych czterdziestu latach do Pana Boga nie wróciła. (…) Ja mówię do niego: „Wiesz co, może ja bym się wyspowiadała, ale tak po czterdziestu latach?”. A on do mnie: „Hurtem zawsze łatwiej”. To był właśnie taki ksiądz. Zresztą ja nadal mam z nim kontakt, rozmawiam z nim, proszę, żeby się opiekował moimi dziećmi i wnukami.

No to teraz pewnie ucinają sobie pogawędkę w niebiańskich przestworzach.

Cytaty pochodzą z wywiadu udzielonego przez Danutę Szaflarską miesięcznikowi „W Drodze” Całość do przeczytania tutaj. W innym wywiadzie, tym razem dla „Wysokich obcasów” aktorka pięknie opowiada o życiu po tamtej stronie:

Myślę sobie, że obejrzę świat po śmierci. Zobaczę to, czego nie udało mi się za życia. Byłam na granicy śmierci, kiedy mnie dusili przy napadzie na klatce schodowej. Straciłam przytomność. Widziałam światło. Kiedy zaczęłam myśleć, coś czuć, światło się zaczęło oddalać i otworzyłam oczy, skołowana.

Piękna, niezwykła choć momentami kontrowersyjna postać. Warto poznać ją bliżej.

 


W kolejnym tekście, który ukaże się początkiem przyszłego tygodnia, o tym co w „pod niebem” podczas Wielkiego Postu.  Zapraszam.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *