Historia

307. Czy musiało wybuchnąć Powstanie Warszawskie?

Jesteśmy w przededniu kolejnej rocznicy wybuchu Powstania Warszawskiego. Wracają zatem pytania o sens zorganizowania tego zrywu. Wielu, pyta po co nam to było? Przecież efekt był tragiczny. Pojawia się głosy o skandalicznej pomyłce przywódców Powstania Warszawskiego, o błędzie który kosztował życie i zdrowie tysięcy i skutkował zniszczeniem miasta.

Mogło by się wydawać,  że te powyższe zarzuty są trafne. Powstanie skutkowało przecież wielką tragedią. Zapomina się jednak, że Warszawa latem 1944 roku znalazła się w sytuacji jak z tragedii greckiej, każda decyzja dawała ten sam tragiczny efekt.

Dobrze jest także ocenić decyzje przywódców Powstania Warszawskiego dziś, gdy znamy cały kontekst geopolityczny, szczegółowe postanowienia z Jałty. Oni nie mieli takiego komfortu, oni podejmowali decyzję na gorąco, w znacznie ograniczonym polu widzenia. Patrząc z ich perspektywy, ta decyzja była słuszna- inna decyzja zapaść po prostu nie mogła.

Sytuacja Warszawy w lipcu 1944 roku

Z jednej strony do Warszawy zbliżał się front, Armia Czerwona dobiła praktycznie do bram stolicy. „Radio Moskwa” oraz „Radiostacja im Tadeusza Kościuszki” nadająca z Moskwy wzywały Warszawiaków do walki. Takie np. słowa były nadanie 30 lipca: „Dla Warszawy, która nigdy się nie poddała godzina czynu wybiła… Wojska radzieckie nacierają gwałtownie i zbliżają się już do Pragi. Nadchodzą aby przynieść nam wolność. Niemcy wyparci z Pragi będą usiłowali bronić się w Warszawie. Zechcą zniszczyć wszystko. W Białymstoku burzyli wszystko… wymordowali tysiące naszych braci. Uczyńmy wszystko co w naszej mocy aby nie zdołali powtórzyć tego w Warszawie

To podgrzewało nastroje w stolicy. Rząd Polski na uchodźstwie zbyt późno wysłał informacje, że pomocy ze strony aliantów nie należy się spodziewać. Kurier Jan Nowak Jeziorański z takimi wieściami dotarł do Warszawy z Londynu, praktycznie w chwili gdy Powstanie już wybuchło, rozkazy zostały wydane. Dodatkowo nie długo przed sierpniem w Lublinie powstał PKWN, który proklamował własne prawo do sprawowania władzy, rozbrajał oddziały AK, chciał utworzyć na „wyzwolonych” przez Armie Czerwoną ziemiach Polską Socjalistyczną Republikę Radziecką, do Warszawy docierały sygnały o zamachu na Hitlera jaki miał mieć miejsce w „Wilczym Szańcu”, istniała groźba że w przypadku bierności Warszawa stanie się polem bitwy między dwoma mocarstwami.

W samej stolicy Warszawiacy byli przymuszani do budowy okopów dla Niemców. W ostatnich dniach lipca megafony w mieście wzywały by ludność męska, w wieku od 16 do 65 lat stawiła się w celu budowy umocnień. Nie stawił się nikt.

Powstanie było zatem, także rozpaczliwą, to prawda nie udaną, próbą obrony ludności cywilnej. Lata okupacji i wola przeciwstawienia się złu sprawiła, że trudno było by Warszawiaków powstrzymać od walki, choćby samowolnego wystąpienia. Słyszałem kiedyś w jakiejś audycji, gdy jeden z powstańców wspominał: „Nie otrzymaliśmy rozkazu do wybuchu powstania tylko pozwolenie do rozpoczęcia walk. Całą okupację czekaliśmy na chwilę gdy wreszcie będzie można walczyć”.

Wspomnienia Powstańca

Tamten czas, wspominał powstaniec prof. Witold Kieżun:

Przychodzi 25, 26 lipca i co się dzieje? (…) Pojawiają się zorganizowane oddziały [niemieckie- przyp. autora] i widzimy, że wraca administracja. Samochodami przyjeżdżają niemieccy urzędnicy, którzy uciekli. I jest 27 lipca, Warszawa jest pokryta megafonami, szczekaczkami. Co rusz słychać komunikaty niemieckie. 27 lipca jest taki komunikat: „Warszawa została ogłoszona fortecą. Będzie się bronić do ostatniego żołnierza”. (…) Chodzi o taką sytuację, jaka była w Mińsku Litewskim: ewakuacja całej ludności i miasto całkowicie zniszczone. W związku z tym rozkaz niemieckiego gubernatora Fischera: „Dnia 28 lipca o godz. 8.00 sto tysięcy ludzi od 16 do 65 roku życia ma się zgłosić na wyznaczonych specjalnie placach do budowy fortyfikacji. To jest wasz obowiązek. To rozkaz wojenny. Niewykonanie rozkazu będzie ukarane„. Mamy 28 lipca, godz. 8.00. Nie zgłasza się prawie nikt, podobno suma summarum 28 czy 30 osób. A więc po raz pierwszy, w całej historii okupowanej Europy, wojenny rozkaz nie został wykonany. I w związku z tym 100 tys. warszawiaków zostało skazanych na karę śmierci. Taka była kara prawie za wszystko w okupowanej Polsce. I teraz był problem, co zrobić? W związku z tym dowództwo Armii Krajowej daje rozkaz: „mobilizacja!”. O godzinie 20.00 wszyscy się zbierają w lokalach wyjściowych z bronią. I czekają na dalsze rozkazy. Godzina 8.00 [dnia następnego- przyp autora] przychodzi łączniczka Lusia, ukrywająca się Żydówka (2 tysiące Żydów ukrywających się w Warszawie brało udział w powstaniu warszawskim). Przynosi rozkaz: „schować broń, wracać do domu”. Jeden z naszych kolegów mówi: „Nasze dowództwo chyba nas zdradziło. I co teraz? Niemcy Jeszcze nie wykonali rozkazu zamordowania nas, bo jeszcze nie wróciła do sztabu cała żandarmeria i gestapo. Ale widać, że wraca. Jak nie dzisiaj, to jutro”. Jesteśmy zrozpaczeni. 30 lipca dowiaduję się o tajnym rozkazie. Matka Olgierda Budrewicza była Niemką, lekarzem w szpitalu gestapowców. Niesłychanie antyhitlerowska, pozytywna pani. Uratowała wielu ludzi. Dostała rozkaz: „Wszyscy Niemcy (było ich dużo) dnia 2 sierpnia mają rano być przygotowani do ewakuacji. Przygotować żywność na dwa dni”. Nasze dowództwo natychmiast się o tym dowiedziało. Sprawa była jasna. 2 sierpnia [Niemcy- przyp. autora] ewakuują Niemców i wtedy wymordują nas. Otoczą poszczególne dzielnice, wyciągną z domów ludzi w sile wieku i ich rozstrzelają. A ludność całą wysiedlą. W związku z tym rozkaz powstania był koniecznością.

Mimo przegranej- zwycięstwo

Trzeba podkreślić- choć brzmi to górnolotnie- iż Powstanie, nie było walką tylko o Warszawę, to była walka o Polskę. W pewnym sensie była to walka wygrana: bo dzięki powstaniu Stalin bał się wcielić Polskę do ZSSR. Fakt PRL to państwo fasadowe, z marionetkowym rządem, ale jednak Polska z mapy Europy nie znikła, jednak mieliśmy swoje własne symbole, język. To także dzięki Powstaniu historia „Solidarności”, strajków i wyzwolenia czy to co działo się w latach 80-tych, potoczyła się jak potoczyła. Bo Powstańcy pokazali że Polacy są zdolni do walki za swoją ojczyznę do ostatniej kropli krwi. Dlatego właśnie zryw roku 44 był w PRL-u tak nienawidzony i niszczony.

Fakt wielkim minusem klęski Powstania jest zniszczenie Paryża Północy jak przed wojną nazywano Warszawę. Jeszcze większym negatywnym skutkiem zrywu jest śmierć wielu tysięcy młodych ludzi. Tych przedsiębiorczych, odważnych, inteligentnych, Tych którzy mogliby stanowić elitę powojennego państwa, czy elitę powojennego zbrojnego oporu. Fakt, może powstanie powinno wybuchnąć z dzień dwa później, gdy Sowieci przeprawiliby się już przez Wisłę. Tylko czy ktoś wierzy, że wówczas by pomogli?

Winni klęski Powstania

Winą za klęskę powstania winno się obarczyć naszych zachodnich „sojuszników”, którzy zostawili nas na pastwę losu, pozwolili umrzeć Warszawie i Polsce. Boli to tym bardziej, że w podobnym okresie czasu wsparli czy to Powstanie w Paryżu, czy w Czechach i na Słowacji. Tam ruchy oporu podjęli taką samą decyzję, o otwartym wystąpieniu zbrojnym. Nikt ich nie krytykuje. Winą można obarczyć także nasz rząd na uchodźctwie, który nawet w obliczu Wojny i takiego poświęcenia Polaków toczył swoje własne, wewnętrzne, partyjne wojenki, niszcząc się od środka, osłabiając polski głos w alianckim obozie.

 

 

Tekst napisany w oparciu o książkę Normana Daviesa „Powstanie’44” i wywiad z prof. Witoldem

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *