W „katolickim internecie” coraz bardziej popularni stają się świeccy ewangelizatorzy. Prowadzą oni swoje kanały na YT, a oprócz tego jeżdżą po Polsce głosząc ewangelię, organizując spotkania, eventy, są zapraszani do Kościołów, organizują wielkie koncerty. Witek Wilk, Marcin Zieliński, Marcin Jachimowicz i wielu wielu innych. Słuchając np Witka Wilka czy Marcina Zielińskiego bombardowani jesteśmy historiami o nadzwyczajnym działaniu Boga w ich życiu, o wielkim dobrobycie także materialnym osiągniętym dzięki pomocy Boga o wielu uzdrowieniach.
Ewangelizatorzy ściągają do siebie tłumy właśnie obietnicą cudu i sukcesu. Co jeśli jednak ten cud, to np uzdrowienie nie następuje? Pewnie Witek Wilk odpowiedziałby że to wina małej wiary. Może ma rację… Tylko pytanie jest inne. Czy da się zbudować silną wiarę w oparciu o oczekiwanie cudu?
Przecież Jezus nie obiecuje życia bez trudności, cierpienia, niepowodzeń. Nie obiecuje tego, że będzie łatwo. Wręcz przeciwnie. Mówi o krzyżu, trudnościach, cierpieniu o wyśmianiu przez świat. Ta strona prawdy o życiu z Bogiem jest jakby przez tych ewangelizatorów przemilczana. Zgadzam się z nimi, że w Piśmie Świętym wiele miejsca zajmuje obietnica sukcesu w przyszłym życiu i obecnym, że ewangelie przepełnione są cudami czynionymi przez Jezusa ale to tylko część historii zbawienia.
Stawiam zatem pytanie, czy wierny który nasiąknie pragnieniem sukcesu i tego sukcesu nie osiągnie, nie odejdzie zniechęcony?
Kolejne moje pytanie, które pojawia mi się gdy myślę o spotkaniach charyzmatycznych to pytanie o to, na ile uzdrowienia, są raczej „uzdrowieniami” bo są przejawem chwilowej i zbiorowej psychomanipulacji, lub nawet cynicznego oszustwa?
Oczywiście o oszustwo nie oskarżam wyżej wymienionych. Wieżę w mądrość Kościoła, a skoro wyżej wymienieni pozostają pod nadzorem kapłanów, biskupów miejsca to wierzę że mają wyłącznie dobre intencję. Oglądałem jednak ostatnio dokument w „Kanale Zero” o jakimś uzdrowicielu. Ten uzdrowiciel był poza Kościołem, prowadził swoje nabożeństwo na jakiejś wynajętej sali. Mieliśmy ogłoszenia że ileś tam osób zostało uzdrowionych z takiej czy innej choroby, mieliśmy „spoczynki w Duchu Świętym”- przecież te same są się także na spotkaniach charyzmatycznych w KK.
Zgadzam się z charyzmatykami, że wiara rodzi się ze słuchania, potrzebujemy zatem świadectwa. Wierzę, że Bóg jest wszechmogący, może wszystko a modlitwa ma wielką moc, ale uważam że budowanie tylko na takim przesłaniu może być dla wielu rozczarowujące i na dobrą sprawę krótkotrwałe.
Żyjemy w kulturze w której bodźce odgrywają wielką rolę. Może dlatego w tych czasach Bóg postawił właśnie na charyzmatyków? Może w tych spotkaniach nie chodzi o budowanie wiary tylko o to by niewierzący uwierzyli, a Ci którzy zapomnieli o tym jak wspaniały jest Bóg by na powrót to sobie przypomnieli, a potem pomaszerowali dalej zgłębiając także te prawdę o cierpieniu, krzyżu.
Można biegać ze z mszy o uzdrowienia na mszę o uzdrowienie, z jednego spotkania ze znanym internetowym ewangelizatorem na kolejne, można doznawać uniesień emocjonalnych czy być świadkami spoczynków w Duchu Świętym. Tylko czy to wystarczy by przetrwać przy Bogu gdy nadejdzie burza?
W tym charyzmatycznym głoszeniu brakuje mi zatem głębszego przedstawiania prawdy o Bogu i prawdy np o tym jak duży skarb został nam przez Jezusa pozostawiony- mowa o eucharystii. Dużo na tych spotkaniach mówi się o przebaczeniu, ale mniej już o spowiedzi, dużo o Duchu Świętym, mniej o Bogu i Jezusie nie mówiąc już o Maryi, dużo o Piśmie Świętym, ale raczej właśnie w ograniczonym zakresie- w tych fragmentach pozytywnych.
Charyzmatycy są szansą na odnowienie Kościoła, na odnowienie wiary, na odbudowę przynależności do Jezusa, ale są też zagrożeniem zbudowania wewnątrz Kościoła lub ostatecznie gdzieś poza Kościołem czegoś co dalekie będzie od prawdziwego przesłania jakie zostawił nam Jezus a przypominać będzie sekciarską ewangelię sukcesu.

