” Bóg, czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie?
Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”
Dzisiejsza ewangelia, to kolejne już napominanie Jezusa o to by się modlić. Nasza modlitwa nie jest potrzebna Bogu, ona jest potrzebna nam. Tylko człowiek modlitwy może doświadczyć Boga w swoim życiu, także w cudowny sposób.
Dlaczego?
Bo Bóg szanuje naszą wolną wolę, jeśli nie dopuścimy go do naszych spraw to to uszanuje, ale jeśli otworzymy się na niego wkroczy w nasze życie z całą mocą. Warto zatem zarzucać Boga naszymi sprawami, przypominać mu o sobie, przedstawić mu nasze problemy. Każda modlitwa zostanie wysłuchana, chodź czasem w zaskakujący sposób i w inny sposób niż nam się wydaje.
Módl się i pracuj – to powinno być nasze motto.
A wiec módl się, naprzykrzaj się Bogu, a potem wstań i bierz się za siebie, pracuj, działaj, żyj z całych sił.
Pytanie z dzisiejszej ewangelii o to czy Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi gdy przyjdzie, kieruje naszą uwagę także na inny aspekt. W modlitwie nie chodzi o bezrefleksyjne mówienie formułek, ale o modlitwę pełną wiary.


Istnieje jeszcze opcja „modlitwy przez pracę” – dobrze wykonywana praca służąca innym sama staje się modlitwą. Wtedy nie trzeba wyklepywać różańców czy litanii, jeśli ktoś akurat nie ma do tego chęci/cierpliwości/czasu/sił itp.
Źródła nie pamiętam, słyszałem o tym dawno temu, ale zapamiętałem jako ciekawostkę.
Pozdrawiam.
Pięknie powiedziane