Po ludzku. skończyło się to bez sensu. Ten charyzmatyczny przywódca, niezwykły nauczyciel, którego kochały tłumy i jeszcze kilka dni temu wiwatowały na Jego cześć, skończył jak pospolity przestępstwa. Dał się pojmać, osądzić i zabić. Umarł haniebną śmiercią. A miało być tak pięknie. Miał oddanych apostołów, całe zastępy uczniów. Miał budować Królestwo Boże.
Dlaczego chociaż nie zszedł z Krzyża? Przecież mógł. Szydercy do tego Go bardzo namawiali. Dlaczego nie zdarzył się jakiś cud? Przecież tyle ich było w Jego życiu. Odpowie nam Ks. Jan Twardowski:
„Gdy umierał na krzyżu
cud się nie zdarzył
żaden anioł nie pomógł
deszcz nie obmył głowy
piorun się zagapił
gdzie indziej uderzył
zaradna Matka Boska
z cudem nie zdążyła
wierzyć to znaczy ufać
kiedy cudów nie ma
cud chce jak najlepiej
a utrudnia wiarę”
Ta pozorna przegrana, stała się Jego największą wygraną. Za kilkadziesiąt godzin najwierniejsi uczniowie będą brać udział w radości Zmartwychwstania.
Patrząc na Krzyż, trzeba więc pamiętać, że nie zawsze potrzebna nam pomyślność, czy cud o jaki błagamy. Czasem nasza ludzka tragedia, krzyż jaki nas dopada jest właśnie po to by doprowadzić nas, lub innych do większej radości, do większej pomyślności tu na ziemi i co najważniejsze do Zmartwychwstania na końcu czasów.
Przez cały październik tu na blogu, codziennie od poniedziałku do piątku, kolejne tajemnice różańca. Już od poniedziałku, zapraszam na ostatni różańcowy tydzień, tydzień z tajemnicami chwalebnymi.

