Wróciłem z filmu „Wołyń”. Potwierdziły się wszystkie pozytywne recenzję, które o tym filmie czytałem. To bodaj najlepszy, albo jeden z najlepszych polskich filmów historycznych ostatnich lat. Akcja rozwija się wolno, jak w klasykach filmowych sprzed lat, ale nie nuży. Z każdą chwilą filmu z sielskiej koegzystencji wielu narodów (Ukraińcy, Żydzi, Polacy), pozostaje jedynie wspomnienie coraz bardziej zastępowane rozpędzającym się horrorem.
Jeśli piszę, na tym portalu, to zwrócę uwagę na jeden aspekt z filmu. W „Wołyniu” jest scena w której widzimy, na zmianę przeplatające się migawki z Mszy w Kościele Katolickim oraz z Cerkwi, konkretnie z dwóch Cerkwi. Podczas jednego nabożeństwa Pop w homilii zagrzewa Ukraińców do walki, mówi o potrzebie wycięcia w pień Lachów (Polaków), więcej święci narzędzia zbrodni: widły, kosy, sierpy, siekiery. Swoje wystąpienie popiera cytatami z Pisma Świętego. W drugiej Cerkwi widzimy Popa, który opierając się o konkretne cytaty z Pisma Świętego wzywa do pokoju, prosi o wzajemny szacunek do innej kultury, wyznania, języka. Wzywa do pokoju. Który z nich przedstawia prawdziwą interpretację Pisma Świętego, jest jasne.
Dla nas to przestroga, byśmy potrafili dostrzec fałszywych proroków i nie dali się im zwieść.
Film wszystkim, bardzo polecam. To nie tylko lekcja historii o tym brutalnym czasie na Wołyniu, ale także wysmakowane, wielkich lotów, kino.

