Miasto w południowo wschodnich Niemczech. Niedziela, środek lipca. Trzeba więc wybrać się na Msze. Na tablicy ogłoszeń obok dużej katedry informacja że Msza będzie o godzinie 12.00.  W środku garstka ludzi. Może 50. Widać że częściowo to są turyści. Wybija godzina w której ma rozpocząć się Msza. Zamiast księdza, obok ołtarza staje jednak świecki mężczyzna w garniturze.

Rozpoczyna się modlitwa. Liturgia słowa, śpiewy, dodatkowo jakieś modlitwy. Po kilku dziesięciominutowej modlitwie, ogłoszenia. Prowadzący modlitwę informuje że za dwa tygodnie do sąsiedniej miejscowości przybędzie kapłan. Będzie Msza Święta!

Taką oto historie przeżyli moi znajomi, którzy postanowili spędzić wakacje w Niemczech parę lat temu, a w niedziele chcieli wybrać się na Mszę. Słuchając tej opowieści zastanawiałem się czy na pewno oni opowiadają wydarzenie mające miejsce w centrum Europy, a nie gdzieś w Afryce.

Tą pustkę w oczywisty sposób wypełniają inni. Najpierw jest to więc zachwyt nad pełną wolnością, laickością, w myśl hasła „hulaj dusza, piekła nie ma”. Potem w to miejsce wchodzą inni: religia relaksu, samorealizacji, potem może w końcu neo pogaństwo. Kończy się to tak jak widzimy w telewizji. Cywilizacja duchowo pusta, zostaje wypierana przez cywilizację przepełnioną wiarą. Pojawia się więc Islam.

W którym miejscu na tej drodze, w której zmierza zachód jest Polska. Czy potrzebujemy jeszcze dużo by dogonić w tym rankingu zachód?

Wreszcie czy kiedyś go dogonimy? W tym aspekcie, oby nie.