Nie wiem, czy też tak mieliście lub macie, ale dla mnie przez długi okres czasu, różaniec był niezwykle nudną, żmudną modlitwą. Potem stał się wręcz symbolem dewotek. Tak tak… dewotka bądź fanatyczna zwolenniczka Radia Maryja, zawsze przy sobie miała dwa przedmioty: moherowy beret i właśnie różaniec. Obciachowy więc to przedmiot do modlitwy, prawda?
Rzecz jednak dziwna, mimo takiego podejścia, w chwilach bardzo trudnych, chyba gdzieś gdzieś na studiach, zacząłem sięgać po różaniec. Pewnie rodziło się we mnie wówczas podejście jak trwoga to do Boga i nawet od „obciachowego” różańca w takach chwilach nie stroniłem.
Rzecz dziwna, jeszcze w jednym, mimo podejścia do różańca takiego jak na wstępie, gdzieś w tyłu głowy, w chwilach właśnie trudnych, pojawiała się myśl: pomódl się różańcem, to prawdziwa petarda. Skąd to było u mnie? Nie wiem. Wiem jednak jedno, różaniec to naprawdę petarda.
Może ta wiara w moc modlitwy różańcowej, która pojawiała się w chwilach u mnie trudnych, to wynik podejścia do tej modlitwy w moi domu rodzinnym. Październik, oznaczał dla mnie i mojego rodzeństwa, obowiązek chodzenia do Kościoła, co dziennie: na różaniec i mszę. Nie lubiłem tego. W kościele było wówczas długo i nudno, a po nabożeństwach do domu trzeba było wracać po nocy. Tylko że nikt się moim buntem różańcowym nie przejmował. Potem różaniec u nas w domu pojawiał się w trudnych chwilach choroby. Patrząc na bliskich którzy w tej modlitwie zawierzali Bogu swoje cierpienia trudno było w dorosłym życiu do różańca nie podchodzić poważnie.
Potem już sam przekonałem się o mocy tej modlitwy. Tak, te chwile z okresu studiów gdy różaniec trafiał do moich rąk, przerodziły się w coraz częstsze sięganie po różaniec, po studiach w życiu dorosłym. Czym bardziej zagłębiamy się w tą modlitwę, czym więcej spraw na modlitwie różańcowej powierzamy Bogu tym bardziej, ta modlitwa staja się dla nas piękniejsza.
Sprawy i problemy omodlone na różańcu, choć nie zawsze rozwiązane tak jakbyśmy sobie życzyli, prościej nam przeżyć. Modlitwa ta daje wewnętrzny spokój i siłę. Z czasem człowiek przekonuje się także iż dzięki modlitwie różańcowej otrzymujemy od Boga o wiele więcej niż nawet prosimy.
Jeśli stronisz od różańca, weź go do ręki, zacznij odmawiać, a przekonasz się o jego sile. Skutki tej modlitwy zaskoczą Cię, i odczujesz że w Matce Bożej masz wielką orędowniczkę.
Pomyśl nie bez przyczyny Święty Jan Paweł II na każdym kroku reklamował różaniec, wielu Świętych polecało innym tą modlitwę, wielki jej orędownikiem był też Św. O. Pio i sama Matka Boża w wielu objawieniach ukazywała się z rożeńcem właśnie i do modlitwy różańcowej zachęcała. W Fatimie wołała:
Odmawiajcie codziennie różaniec
Warto więc, tą prośbę Maryi spełnić. Gwarantuje że gdy z wiarą będziesz odmawiać tą modlitwę, spłynie na Ciebie niezliczona ilość łask i poczujesz że zbliżyłeś się nie tylko do Maryi ale i do samego Boga.
Ja kilka lat temu odkryłem, też nowennę pompejańską, ta oparta na różańcu, wymagająca modlitwa jest dla nas wielki wsparciem i darem. Wszystko co powierzałem na tej Modlitwie Matce Bożej doczekało się odpowiedzi, a po czasie okazało się że otrzymywałem znacznie więcej niż prosiłem. Z perspektywy czasu, wychodziło na to iż skutek modlitwy przerósł oczekiwania.


Każdy ma prawo robić to, co lubi i nie przeszkadza innym.
Ceniący różaniec nie powinni namawiać do tego innych – a tym bardziej zmuszać.
Pozostali nie powinni przeszkadzać w modlitwie, lecz się oddalić.
Ja kojarzę różaniec z bólem kolan na adoracjach i marnowaniem czasu – który można było wykorzystać na dobrą homilię czy po prostu przeczytanie okolicznościowego rozdziału z Biblii.
Pozdrawiam.
Proszę nie odbierać tego tekstu jako zmuszanie do odmawiania różańca, jako namawianie jak najbardziej 🙂
Bo to jest tak, że jeśli się odkryje coś ekstra to chciałoby się tym czymś ekstra zarazić inne osoby, pokazać innym to piękno które w tym czymś odkryliśmy. Jeśli ktoś kocha góry i wędrówki po nich, to będzie do tego namawiał innych i starał się zaszczepić innym tego bakcyla do gór. Nie ma w tym nic zdrożnego. Ten ktoś czuje się w górach szczęśliwy i chce podzielić się tym szczęściem z innymi, chce by i inni byli szczęśliwi. To że nie wszyscy kochają góry to jasne i nie wszyscy będą szczęśliwi w wędrówce po nich i dla kogoś te góry to może być strata czasu i mordęga. Czasem może jednak się okazać, że ten ktoś myślał że góry to głupia sprawa, ale dzięki reklamie innych wybrał się na górską wycieczkę i pokochał takie wędrówki.
Tak samo jest z modlitwą. Pokochałem różaniec, wiem że jest to piękna i niezwykła modlitwa, potężna broń. Wszystkim i zawsze będę o tym mówić i zachęcać do odmawiania różańca, ale jednocześnie jasne jest też to że nie dla każdego to jest dobra forma modlitwy. Nie twierdzę więc że jeśli ktoś różańca nie odmawia to jest be. Jedni wolą różaniec inni lekturę pisma świętego, jedni lubią gorzkie żale inni wolą po prostu posiedzieć przed Najświętszym Sakramentem i ok.
Pozdrawiam serdecznie