Tags

, ,

Mam wrażenie, że czym bardziej świadoma i dojrzała wiara, tym bardziej świadoma spowiedź i tym większa potrzeba spowiedzi. 

Spowiedź dziecka

Wszyscy przeszliśmy przez etap Pierwszej Komunii Świętej. Wszyscy byliśmy chyba wtedy zachwyceni Bozią, aniołkami, pogodną Maryją czy Jezuskiem ukrytym w hostii. Z drugiej strony, strach nas przelatywał na myśl o groźnym Bogu Ojcu, który jest gdzieś tam w Niebie, na chmurze i czeka tylko na to by wypatrzyć jakiś grzech i nas ukarać.  To oczywiście obraz podany w dużym uproszczeniu, ale wielu niestety taki obraz wyniosło z lat dziecinnych.

Jeśli taki obraz utrwalił się w naszej świadomości to i sens oraz potrzeba spowiedzi przestawała być oczywista. To raczej przykry obowiązek. Obowiązek ten był więc odhaczany powtarzanym od dzieciństwa zestawem grzechów, czasem wzbogacanym o jakieś nowości, a z czasem obowiązek ten stawał się coraz rzadszy.

Sam przeżyłem taki właśnie etap. Do spowiedzi chodziłem zawsze ale nie były to częste spowiedzi a już na pewno nie były to spowiedzi świadome. Nauczyli mnie przed I Komunią Świętą regułek, które z książeczki trzeba było odmówić przed i po spowiedzi. To były takie sekretne zaklęcia. Potem był zestaw grzechów… i tyle. Do następnego razu.

Nawrócenie i Dzienniczek

Zmiana przyszła w dorosłym już życiu. Gdzieś na studiach. Zacząłem rozumieć, że spowiedź to coś więcej niż tylko zeznawanie o błędach jakie popełniłem i złu jakie wyrządziłem. Dotarło do mnie że spowiedź to spotkanie z Jezusem.

Poważne podejście do spowiedzi ułatwiła lektura „Dzienniczka” Siostry Faustyny. Jej świadectwo spotkania z Jezusem, gęste jest od fragmentów dotyczących spowiedzi. Jezus wielokrotnie namawia i poucza by do tego sakramentu często przystępować. By na serio brać pouczenia i wskazówki spowiednika. Spowiedź to wielki dar jaki pozostawił nam Jezus. Nazywa ją trybunałem miłosierdzia i wskazuje na niezliczone cuda jakie za pośrednictwem konfesjonału się wydarzają.

Najbardziej porusza mnie jeden fragment z Dzienniczka Siostry Faustyny. O spowiedzi mówił Jezus „tam są największe cuda, które się nieustannie powtarzają. Aby zyskać ten cud, nie trzeba odprawiać dalekiej pielgrzymki ani też składać jakichś zewnętrznych obrzędów, ale wystarczy przystąpić do stóp zastępcy Mojego z wiarą i powiedzieć mu nędzę swoją, a cud miłosierdzia Bożego okaże się w całej pełni. Choćby dusza była jak trup rozkładająca się i choćby po ludzku już nie było wskrzeszenia, i wszystko już stracone – nie tak jest po Bożemu, cud miłosierdzia Bożego wskrzesza tę duszę w całej pełni. (…) Kiedy przystępujesz do spowiedzi świętej, do tego źródła miłosierdzia Mojego, zawsze spływa na twoją duszę Moja krew i woda, która wyszła z serca Mojego, i uszlachetnia twą duszę. Za każdym razem, jak się zbliżasz do spowiedzi świętej, zanurzaj się cała w Moim miłosierdziu z wielką ufnością, abym mógł zlać na duszę twoją hojność swej łaski. Kiedy się zbliżasz do spowiedzi, wiedz o tym, że Ja sam w konfesjonale czekam na ciebie, zasłaniam się tylko kapłanem, lecz sam działam w duszy. Tu nędza duszy spotyka sie z Bogiem miłosierdzia.”

Moje przygotowanie

Mając zatem wiedzę o tym jakim wielkim darem jest spowiedź nie można jej zbagatelizować. Podstawa spowiedzi to dobry rachunek sumienia. Nie może być tak, że osoby dorosłe korzystają z tego co przygotowano dla pierwszokomunijnych dzieci. Lubię posiłkować się, świetnym rachunkiem, który mam w mojej książeczce, ale to tylko pomoc. Lubię posiedzieć sam na sam i pomyśleć co wydarzyło się u mnie od ostatniej spowiedzi. Nie chodzi tylko o grzechy i katowanie siebie, chodzi o zauważenie też tego czego nie zrobiłem, co zaniedbałem i jak mogę to poprawić. Chodzi też o to by zobaczyć co udało mi się zrobić, w czym jest lepiej, co pokonałem. Te plusy w rachunku sumienia też są ważne.

Czasem pewne grzechy i słabości tak mocno przylepią się do człowieka iż zdawać by się mogło że moja spowiedź nic nie daje, bo powracają po spowiedzi jak bumerang tylko czasem nawet ze zdwojoną siłą. Tylko że ile razy upadam, tyle razy muszę się podnosić i nie zrażać się z porażek. To szatan chce nam wmówić iż jesteśmy tacy słabi, takimi nieudacznikami i wmówić nam że spowiedź jest bez sensu bo i tak cały ten syf wraca. Oto mu chodzi. Nie można mu dać satysfakcji.

Co za dużo to nie zdrowo?

Kiedyś do spowiedzi chodziłem raz na miesiąc, przed pierwszym piątkiem miesiąca. Później był okres w którym chodziłem jeszcze rzadziej. Dziś staram się chodzić jak najczęściej, zawsze wtedy gdy wiem, że nie jestem w łasce uświęcającej. Nauczyłem się tego wtedy gdy podjąłem walkę z nieczystością. Zauważyłem wtedy, że odwlekanie ze spowiedzią równa się wejściem w jeszcze większy syf, spowiedź po upadku często powodowała że kolejny upadek pojawiał się po długim okresie czasu, by z czasem przestać się pojawiać. Bo spowiedź ma wielką siłę, bo spowiedź daje wielką łaskę.

Spowiedź to sakrament

Staram się, też pamiętać o tym że spowiedź to sakrament. Nie lubię więc podchodzić do tego sakramentu na szybko. Unikam więc jak mogę przedświątecznych taśmowych spowiedzi. Staram się iść do przedświątecznej spowiedzi w takim momencie by nie musieć na szybko wyznawać grzechy w tłumie innych wiernych. Nie zawsze się to udaje.

Staram się też nie przystępować do spowiedzi na Mszy Świętej, a przynajmniej nie na tej w której che uczestniczyć. Według mnie dwa sakramenty na raz to za dużo. Albo, albo. Choć z drugiej strony, jeśli wiem że nie będę miał okazji w innym terminie przez dłuższy okres czasu przystąpić do spowiedzi to decyzje się na taką podczas Mszy.

Pamiętajmy, że idąc do spowiedzi jesteśmy jak syn marnotrawny z jezusowej przypowieści. On bał się reakcji ojca, tak i my się tej rekcji boimy, ale pamiętajmy że reakcja ojca przepełniona była radością i miłością. Wyprawił na cześć swojego syna ucztę. Taką samą radość czuje Jezus gdy z naszym syfem przychodzimy do niego w spowiedzi. Czujecie? On może nawet wyprawia na naszą cześć ucztę w niebie?!

#mojaspowiedź