Lubię ludzi.Spotkania z nimi, relacje, jakieś wypady czy wspólne spędzanie czasu. Dużo radości daje mi też wspólna realizacja jakiś projektów. Z uwagi na dość duże tempo dnia codziennego, szczególnie uwielbiam ten czas z żoną, gdy możemy być na wzajem tylko dla siebie. Zawsze żałuje, że jest go tak mało. Wśród życia z innymi i dla innych czasem brakuje chwil tylko dla siebie. Ostatnio jednak taką chwila mi się przydarzyła i okazała się bardzo niezwykła.
W ubiegłą sobotę październik podarował nam iście letnie temperatury. Słońce, miły ciepły wiaterek i dwadzieścia parę stopni na plusie. Pomyślałem, że bajecznie o tej porze roku, przy takiej pogodzie wyglądać będzie las, a jeszcze piękniej ten las w górach.
Żona zajęta w pracy. Znajomi mają już inne zajęcia. Trudno pojechałem sam.
Zafundowałem sobie kilkugodzinną wędrówkę, niezbyt wymagającym szlakiem, wśród kolorowych drzew. Idąc samemu, zupełnie inaczej chłonie się piękno krajobrazu i chyba bardziej zauważa się ten zapach i klimat miejsca. Wiecie, taki charakterystyczny miły zapach jesiennego lasu.
Ten czas to, od dłuższego czasu chwila tylko dla mnie. Mogłem przemyśleć wiele spraw, a potem przestać myśleć i zacząć po prostu zachwycać się pięknem otaczającego mnie świata.
Moim celem, była dość słynna góra w Pieninach. Wyszedłem na jej szczyt. Nie było jeszcze zbyt wielu ludzi. Usiadłem i podziwiałem ten zapierający dech w piersiach krajobraz.
Pomyślałem, też wtedy, że Bóg ma niesamowity gust i fantazję, że stworzył coś tak niezwykle pięknego jak nasz świat. Od tej myśli… zaczęła się już moja wędrówka z Bogiem.
Ta chwila na szczycie, te kilkadziesiąt minut to był czas na taką szczerą rozmowę z Nim. Opowiedziałem Mu o wszystkim co u mnie, podziękowałem za wszystko co od Niego mam i za ten piękny Świat. A w drodze powrotnej do mojej ręki powędrował różaniec.
Fajnie było w takich okolicznościach, kontemplować tajemnice naszego zbawienia. Wcześniej, wędrując gdzieś nigdy nie zdarzyło mi się modlić. To był mój pierwszy raz i chyba nie ostatni. Nie mówiłem tego różańca na głos, w myślach i bardziej skupiałem się na tajemnicy niż klepaniu modlitwy. Niezwykła chwila medytacji.
Zabrzmi jak u dewota i to nawiedzonego, ale poczułem obecność i opiekę Maryi i Boga.
Teraz, bardzo wszystkim taką wędrówkę polecam.

