Czytam w biblii, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz i podobieństwo. Tak sobie myślę, że chyba najbardziej podobni do Boga nie jesteśmy w pojedynkę, ale właśnie w małżeństwie. Małżeństwo to genialny wręcz pomysł Boga dla człowieka, najpiękniejsza droga dla tych co chcą pozostać stanu świeckiego. Najpiękniejsza, ale nie najłatwiejsza. Nie chodzi jednak o to by było łatwo.
Dlaczego zatem, tak trudno nam obecnie trwać małżeństwie i coraz rzadziej potrafimy dostrzec zalety tego stanu? Być może dlatego, że coraz częściej traktujemy małżeństwo jako kolejny etap w życiu, jako krok, który trzeba wykonać. Dla wielu małżeństwo przestaje mieć jakąkolwiek większą wartość, staje się jedynie umową, układem, pokazaniem światu, że teraz obecnie my dwoje jesteśmy razem- co do zasady na wyłączność. Teraz obecnie, ale nie na zawsze.
Oczywiście, to że małżeństwo jest kolejnym etapem w życiu to prawda, jest też pewnego rodzaju układem między dwojgiem osób, problem w tym, że nie tylko. Współcześnie bardzo często zapomina się o tym, że małżeństwo jest powołaniem i to trudnym powołaniem. Łatwiej w tym powołaniu wytrwać, gdy zaprosi się do niego Boga. Co istotne, Boga nie można zaprosić tylko do małżeństwa, z Bogiem do tego małżeństwa trzeba kroczyć.
Już zatem, gdy buduje się relacje, która może zakończyć się małżeństwem, trzeba do tej relacji zaprosić Boga, z Bogiem o tej relacji rozmawiać i starać się słuchać tego co Bóg ma do powiedzenia.
Ludzie zapominają o Bogu, w tak istotnej i trudnej kwestii jaką jest małżeństwo, nie ma się więc co dziwić, że relacja ta szwankuje. Przecież małżeństwo to sztuka miłości mimo zranień, to ciągła nauka rezygnacji z siebie dla tej drugiej osoby i rezygnacji z nas obojga dla tych osób, które dzięki miłości małżeńskiej powołało się do życia. Małżeństwo to sztuka przebaczania, znajdowania zalet w morzu wad i ciągła nauka cieszenia się sobą na nowo. Czy da się to stworzyć na stałe, do grobowej deski, bez Boga? Może ktoś potrafi, ale dla większości będzie to niewykonalne.

