W jednej z konferencji ks. Piotr Pawlukiewicz powiedział kiedyś iż najlepszą definicją małżeństwa jest ta iż jest ono wspólnotą dwojga ludzi, którzy nieustannie sobie przebaczają. Mówił dalej iż w poznawaniu siebie, w narzeczeństwie nie jest ważne to jak szybko ktoś powie „kocham Cię”, nie istotne by sprawdzić się w łóżku, ale najważniejsze by sprawdzić czy ta druga osoba umie powiedzieć „przepraszam”.
Genialne słowa. Nie ma ideałów. Nawet jeśli na początku naszej wspólnej drogi biegamy pod niebiosa z radości i szczęścia i nie wyobrażamy sobie byśmy mogli się pokłócić, siebie nawzajem zranić, to prędzej czy później z tych niebiosów zejdziemy na ziemie i dojdzie do większej lub mniejszej kłótni, to bardziej lub mniej zranimy, nawet jeśli bardzo kochamy.
Ważne by wówczas umieć przyznać się do błędu. Tak ten błąd w sobie musimy umieć znaleźć także wówczas, gdy zdaje nam się, że nasze małżeństwo sypie się tylko i wyłącznie przez tą drugą osobę. Znieść w sobie pokorę i odwagę by bez oszukiwania zobaczyć swoje postępowanie, swoje błędy, a potem umieć za nie przeprosić to duży sukces i wielki krok by uchronić swoje małżeństwo przed kryzysem.

