485. Adwentowe Opowieści: ONA

Wyszli z Kościoła, z kolejnej Mszy roratniej. Zastanawiała się, czy ten jej pomysł z przed tygodnia, by w każdą sobotę adwentu iść wspólnie z mężem i córką, skoro świt do kościoła na roraty, to był dobry pomysł?

Z Mszy nie pamięta zbyt wiele. Ta ich mała córeczka pokazała dziś charakter. Wydawało jej się, że cały kościół patrzył z politowaniem na nich, że nie radzą sobie z dzieckiem. Faktycznie, miej więcej od połowy Mszy Świętej córka postanowiła sprawdzić nerwową wytrzymałość rodziców. Była nie do okiełznania. Skakała, tańczyła, klaskała w dłonie, robiła przedstawienie przed ołtarzem, mając przy tym doskonały ubaw z rodziców.

Gdy siedli do samochodu, pomyślała to jest bezsensu. Ale właśnie wtedy gdy kończyła tą myśl jej wzrok spotkał się z wzrokiem jej męża, który równocześnie z humorem komentował zachowanie córki … i przewrażliwienie swojej żony.Przejaskrawiał zachowanie jednej i drugiej, robił to w taki sposób, że całe to złe napięcie, to poddnerwowanie gdzieś z niej uleciało. Ciągle potrafił rozbawić ją do łez. Uwielbiała to jego poczucie humoru.

Wiedziała, że miał rację, że zachowanie rozbrykanej trzylatki było dziś co prawda bardziej ekspresyjne niż zazwyczaj, ale nie aż na tyle by doprowadziło ją do takiej frustracji czy nerwów. To nie tylko jej dziecko tak brykało. Tak… miał rację, ona chciałaby by wszystko było perfekcyjne, by idąc na Msze z małym dzieckiem, mogła jak dawniej rozkoszować się w duchowej uczcie. Tymczasem, czy o to na tym etapie ich życia chodzi?

Trafiły do niej, jego słowa, że przecież chodzi o to by pobyć razem, pokazać córce piękno życia katolickiego i duchowy wymiar adwentu, od małego uczyć ją o co tak naprawdę chodzi w tym czasie, pokazać ciemny pełen świec i lampionów kościół, który dopiero na śpiew „Chwała na wysokości Bogu” rozświetla elektryczne światło. Chodzi o to by dziecko było świadkami ich życia religijnego, by razem całą rodziną zbliżali się do Boga. Miał rację, powtarzał zresztą jej argumenty, które tydzień wcześniej użyła, gdy namawiała go by na drugi dzień w pierwszą sobotę adwentu iść na 6, wraz z córką do Kościoła.

Wiedziała też, że potrzebowali zbliżenia się do Jezusa. Gdy urodziła się córka, z tym życiem religijnym było na bakier. Od jej narodzin bardzo rzadko się modli, msze niedzielne czasem są tylko „walką z dzieckiem” a tegoroczne roraty są pierwszymi od kiedy mała jest na świecie. Oddalili się od Boga, ale i oddalili się o siebie.

Miała jemu za złe, że tyle nie ma go w domu. Uważała, że trafił jej się mąż pracoholik. Wychodził do pracy z samego rana, wracał po 20. Tak, to prawda zawsze był, gdy trzeba było gdzieś z dzieckiem podjechać, coś kupić czy do lekarza. Starał się poświęcać weekend tylko dla nich. Gdy córka zaczęła chodzić do przedszkola zawsze ją odwoził i w większości wypadków starał się ją przywieść i pobyć z nimi tą godzinę popołudniu.Tłumaczył jej, że praca sama się nie zrobi, że prowadzi działalność a to nie praca od godziny do godziny, ale kolejne tematy do zrealizowania.  Starała się go zrozumieć, ale brakowało jej go. Uważała, że większość czasu to ona dźwiga na sobie trud bycia z dzieckiem i brakowało się czasu z nim. Frustrowała ją jego nieobecność ale także, fakt że ona nie ma czasu dla siebie. Po pracy tyle jest bowiem pracy do wykonania w domu a i tak większość tego czasu pochłaniała córka. Te swoją frustrację, często wyładowywała na nim. Kłócili się więc o różne błahostki. Wiedziała, że jest dla niego czasem za bardzo wredna, ale nie podobało jej się takie życie, chciała by i on to zrozumiał, i wreszcie coś z tym zrobił.

Tydzień wcześniej gdy pierwszy raz poszli na roraty, postanowiła pójść do spowiedzi. Zdziwiła się, gdy ksiądz powiedział do niej że widzi że jest przemęczona i znerwicowana, że musi trochę odpuścić, że nie może wszystkiego brać na siebie myśląc że ona sama wszystko zrobi najlepiej, że najlepiej zajmie się domem, córką.  Skąd on to wiedział?- zastanawiała się. Faktycznie, wydawało jej się, że nikt lepiej nie zadba o córkę niż ona. Nie mogła też patrzeć na to, jak jej mąż dobiera ubrania, niezdarnie ubiera ich dziecko, czy czesze dziewczynkę, zawsze wtedy nie wytrzymywała i odsuwając męża dokańczała daną czynność. Wiedziała też, że potrzebowała czasu dla siebie, tylko jak to zrobić gdy mąż ciągle w pracy.

Po tamtej Mszy przed tygodniem, siedli z mężem przy kawie, córka zajęła się malowaniem jakiegoś obrazka. Poczuła się jak dawniej, gdy w pierwszych latach małżeństwa kolekcjonowali roraty, a po nich zwłaszcza w sobotę- randkowali. Kochała z nim rozmawiać ale takich rozmów jak ta sprzed tygodnia prawie już nie było. Najczęściej wymieniali między sobą komunikaty, a gdy mąż wracał z pracy późnym wieczorem był już tak zmęczony że z tych ich rozmów wiele nie wychodziło.

Zaskoczyła się gdy podczas tamtej rozmowy sprzed tygodnia mąż jakby czytając w jej myślał zaczął o tym że to ich życie trzeba jakoś poukładać, że obok pracy zawodowej i obowiązków rodzinnych każde z nich potrzebuje też czasu dla siebie. Wyjął kalendarz cały zapełniony zadaniami zawodowym i zaczęli wspólnie ustalać harmonogram kolejnego tygodnia, w tym kalendarzu wpisał godziny o której miał wracać z pracy, ale i czas w którym jednego popołudnia zostanie z córką już od odebrania dziecka z przedszkola tak by żona mogła go wykorzystać dla siebie. Obiecał, że taki plan będą układać teraz już co sobotę. Dziś po tygodniu była jeszcze bardziej zaskoczona niż wtedy, bo okazało się, że on trzymał się tych ustaleń.

Dotarło do niej, że jemu bardzo na niej zależy i jemu też przeszkadza to życie obok siebie. Przez ostatni okres pozwoliła sobie na to by pielęgnować w sobie złe uczucia, skupiać się na tym czego nie ma, oskarżać męża o to, że za mało z nią jest i o to, że nie jest on mężczyzną bez wad. Teraz docierało do niej, że ich rodzinna sytuacja to nie tylko skutek zapracowania męża, ale także skutek jej działań czy braku tych działań. Wiedziała że bywała dla niego zbyt surowa, zbyt wymagająca albo po prostu wredna i odpychająca. Dotarło wiec do niej, że musi popracować także nad sobą…

Gdy dotarli w końcu do domu… zastanawiała się czy i dziś usiądą i pogadają jak dawniej. Nie mogła się tego doczekać.  Chciała aby kolejny tydzień był równie udany jak ten ostatni. Pierwsze jej kroki skierowała więc do kuchni by przygotować kawę…

 


Ciąg dalszy tej historii już za tydzień, w przyszłą sobotę z samego rana.

Pierwsza tegoroczna adwentowa opowieść do przeczytania (TUTAJ)

Cykl „Adwentowe Opowieści” ukazywał się także w poprzednich latach. Jeśli chcesz przeczytać tamte opowieści wejdź na menu „Kategorie” po prawej stronie i kliknij na „Adwentowe Opowieści”

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *