Wczesny grudniowy poranek. Ze snu wyrywa go przeraźliwy dźwięk telefonu komórkowego, a raczej alarmu ustawionego na pobudkę. Poranek… toż to środek nocy. Na telefonie koszmarna godzina 5.05, koszmarna zwłaszcza że mamy sobotę, dzień wolny od pracy. Kilka chwil potem dociera do niego, że ten dzwonek, że ten alarm w telefonie i to wczesne sobotnie przebudzenie, to dlatego że dziś jest pierwsza sobota adwentu. No tak… postanowili z żoną, że w tym roku wezmą udział w roratach, przynajmniej w sobotę i że wezmą na nie ich 3 letnią córkę…
Dawniej, zanim pojawiło się dziecko, wraz z żoną kolekcjonowali Msze Roratnie, uwielbiali ten czas, gdy jeszcze przed świtem, w środku nocy szli wspólnie na Msze, po niej zdążyli jeszcze przed pracą zajść szybkie śniadanie i napić się kawy. Po eucharystii te ich śniadania i rozmowy w ich trackie były jakieś inne, czuli między sobą coś wyjątkowego, co napełniało jego i ją przedziwnym pokojem.
Potem pojawiło się dziecko… i na nic nie było czasu, na modlitwę -nie mówiąc już o wspólnych roratach- też. Ich relacja przechodziła zresztą gorsze chwile. Często się kłócili, wybuchali na siebie, często te ich spory były takie o nic.
Zdziwił się bardzo, gdy w dniu wczorajszym, wieczorem jego żona zaczęła wspominać te ich roratnie randkowanie z pierwszych lat małżeństwa. Zaproponowała by w adwent tego roku, powrócić do tego, przynajmniej w sobotę i by zabrać na nie ich córkę.
Dziwne, pomyślał -ten budzik jakoś jej nie obudził- bo jego żona niczym nie wzruszona nadal przebywała w ramionach Morfeusza. Zaraz miał się więc zabrać za jej budzenie, tak by potem wspólnie ogarnęli córkę i zdążyli na 6.00 do kościoła. Leżał jeszcze w ciepłej pościeli i wpatrując się w śpiącą obok kobietę jego życia, pomyślał sobie, że jest szczęściarzem, że ją ma i że dzięki niej ma też inną mniszą, młodszą i czasem bardziej wymagającą kobietkę jego życia- córkę. Uświadomił sobie, że codzienność zżarła ich bliskość, że gdzieś uleciały te piękne wspólne chwile i zostały zastąpione przez szarą codzienność.
Jego myśli pobiegły w stronę codzienności. Codzienność w zbyt małym stopniu pozwala na pielęgnowanie wzajemnej relacji. Od rana do nocy pochłaniały go obowiązki zawodowe. Robił co mógł by wcześniej wracać do domu, ale czym bardziej się starał tym bardziej mu to nie wychodziło. Wściekał się na żonę, że ta ma wieczne pretensję, że go nigdy nie ma. Nie rozumiał jej narzekań, przecież nie siedzi w pracy z przyjemności, przecież musi zarobić pieniądze i wywiązać się ze zobowiązań jakie na siebie wziął. Wiele razy, siedząc w pracy marzył o tym by być w domu, przy żonie i córce… no ale klienci, zobowiązania, wspólnik- ich też przecież nie mógł zawieść.
Podświadomie czuł jednak, że sam siebie oszukuje. Wtedy pojawiły się myśli, których sam się przestraszył. Pomyślał, że może jego dzień pracy powinien wyglądać inaczej, może to kwestia poukładania pewnych spraw, ich selekcji. Może tak naprawdę się oszukuje i wygodnie mu wrócić do domu wtedy gdy to co najtrudniejsze już jest przez żonę ogarnięte. Zobaczył swój egozim, wygodnictwo, a może pracoholizm.
Wszystko jest kwestią priorytetów… pomyślał. Dotarło do niego też coś jeszcze jednego. Kiedyś w liceum, na studiach, wtedy gdy czynnie angażował się w różne młodzieżowe wspólnoty, gdy wypisywał listę jego wartości zawsze zawsze pod 1 wpisywał Bóg, pod 2 rodzina…
Życie zweryfikowało. Bóg na 1 miejscu- to dlaczego nie masz czasu na krótką nawet codzienną modlitwę, zapytał w myślach sam siebie. Rodzina? To dlaczego nie ma Cię przy niej?
Tak, jest nad czym pracować pomyślał i zabrał się za budzenie żony…
——————————————————————————————————————-
Za tydzień ciąg dalszy tej historii…
Adwentowe Opowieści w każdą sobotę adwentu z samego rana.
Cykl „Adwentowe Opowieści” ukazywał się już na blogu w innych latach. Jeśli chcesz poznać historię z wcześniejszych edycji, kliknij po prawej stronie w menu „Kategoria” a następnie w „Adwentowe Opowieści”


Są rzeczy ważne, ale są i PILNE.
Pójście do pracy jest pilne, mamy narzuconą godzinę i musimy się stawić nawet, jeśli ta praca nie jest dla nas szczególnie ważna.
Wiara jest ważna, ale bez strat można się nią zając kiedy indziej, a nie akurat o szóstej rano. Roraty posłuchać wieczorem na YT, poczytać coś w drodze do pracy (o ile sami nie prowadzimy) itp.
I nie warto mieć pretensji do samego siebie!
Pozdrawiam.