526. Różaniec moja historia.

Różaniec.

W moim życiu pojawiał się od dziecka.

Różaniec, ten z dzieciństwa kojarzył mi się z przedmiotem: sznureczkiem z koralikami. Nie można się było nim bawić, bo to poświęcony przedmiot. Rodzice chwalili się różańcem jaki otrzymali kiedyś na audiencji od Jana Pawła II. Tak te różańce papieskie tak pięknie pachniały. Schowane były jednak gdzieś w zakamarkach szafy, jako pamiątki ze spotkania z Ojcem Świętym.

W dzieciństwie różaniec rozumiany jako modlitwa był dla mnie jak… droga przez mękę. Długa i nudna modlitwa. Nie lubiłem październikowych wieczorów i wyjść rodziną do kościoła. Tylko, że dla mamy było to bardzo ważne, tak więc… nie chcę ale muszę iść i wysiedzieć swoje.

W późniejszym czasie, choć nie aż tak dużo późniejszym różaniec pojawiał się w rękach rodziców częściej niż tylko w październiku. Dość często widziałem jak modli się na nim mama, czasem tata, czasem my wszyscy. Różaniec był ratunkiem dla mojej mamy gdy zachorowała na raka. Pamiętam, ją właśnie wtedy jak leży w łóżku w sypialni rodziców i modli się na różańcu. Cudu nie było, mama w młodym wieku odeszła, ale mam takie wielkie przeczucie, że wtedy na tym różańcu modliła się nie tylko o swoje zdrowie, ale także o nas… o całą naszą rodzinę i … mimo że te modlitwy nie zostały wysłuchane, rak ją pokonał, to jednak zostały wysłuchane. Bo wszystko inaczej będziemy widzieć w perspektywie wieczności…

Nie wiem kiedy, ale jakoś tak w czasie mojej młodości, sam coraz częściej zacząłem uciekać się do tej modlitwy. Jakoś instynktownie czułem, że różaniec ma moc. Gdy więc czekało mnie jakieś trudne doświadczenie: matura, egzaminy na studiach, problemy zdrowotne czy interpersonalne sięgałem po różaniec. Dużo już później, wpadły mi w ręce jakieś publikacje o różańcu, gdzie cytowano różnych świętych czy nawet jakieś wypowiedzi teologów, przekonanych o niezwykłej sile różańca świętego.

Pamiętam też, jak, będąc w dość dużej życiowej rozsypce, już wiele lat temu, przechodząc ulicami mojego miasta wszedłem do kościoła, gdzie wiedziałem że jest całodzienna adoracja Najświętszego Sakramentu. Zacząłem powierzać Bogu ten mój problem. I podczas tej adoracji dostrzegłem w ławce w której siedziałem ulotkę. Broszura ta zawierała informacje o Nowennie Pompejańskiej. Wcześniej o tej modlitwie nie słyszałem. Postanowiłem odmówić tą nowennę w sprawie która wówczas mnie trapiła. Wierze że modlitwa moja została wysłuchana. Przebywanie przez 54 dni, bo tyle trwa ta nowenna, z różańcem świętym, odmawiając codziennie 3 jego części, bardzo zbliża do Boga, do Jezusa i rzecz jasna do Jego Matki. Tamta Nowenna, pierwsza z wielu w moim życiu… była jednym z początków mojego nawrócenia i zaufania Bogu na serio.

Różaniec ma moc. Polecam.


We wszystkie środy października teksty o różańcu i Maryi. Kolejny już za tydzień.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *