„Po pewnym czasie stwierdziłem, że znalazła się w polu mej uwagi,
to znaczy, że musiałem nią się interesować,
i równocześnie godziłem się na to, że muszę.
Mogłem wprawdzie nie postępować tak, jak czułem, że muszę,
lecz sądziłem, że nie miałoby to sensu.”Karol Wojtyła „Przed sklepem jubilera”
Poprzedni wpis z przed tygodnia zakończyłem, retorycznym pytaniem „Czy jednak to wystarczy?” Czy do rozkwitu małżeństwa wystarczy aby zaczepić go o Miłość Boga, czy wystarczy modlić się za naszą rodzinę, modlić się razem? Odpowiedź jest oczywista. Nie wystarczy. To jest fundament, ale dalsza budowla sama się nie wybuduje, potrzebne nasze działanie.
Powyższy cytat z poematu Karola Wojtyły – przyszłego papieża pięknie mówi o tym czym jest miłość. „Znalazła się w polu mojej uwagi, to znaczy że musiałem się nią interesować i równocześnie godziłem się na to, że muszę.”
Bo miłość to nie uczucie, albo nie tylko uczucie, miłość to decyzja. Skoro dana osoba znalazła się w polu mojej uwagi tak dalece że postanowiłem wspólnie z nią iść przez życie to nie może ona przestać mnie interesować. Jak się zatem sobą nie znudzić? Jak nie przestać się sobą interesować?
Przede wszystkim trzeba ze sobą być, ze sobą a nie obok siebie.
Z moich obserwacji wynika iż wielkie trzaski w małżeństwie pojawiają się wtedy, gdy pojawiają się dzieci. Wiele par wówczas idzie w swoją stronę. Co jest tego przyczyna? Może to, że ona zaczyna się czepiać, mieć pretensję że jego nie ma, a ona w większości opiekuje się dziećmi. On z kolei czuje się zaniedbany, jej uwaga skoncentrowana jest już nie na nim ale na kimś zupełnie innym. Czuje także, że ona nie docenia jego starań. To że go nie ma to nie jest przecież jego wymysł, on widzi że są dzieci a i zatem większe potrzeby finansowe i o to zabiega.
I tak światy się rozjeżdżają i to coraz szybciej.
I coraz trudniej jest zobaczyć nasze rodzinne życie oczami tej drugiej osoby.
Jak z tym walczyć? Właśnie przez wspólny czas. Wspólnym czasem, jest modlitwa o której pisałem przed tygodniem. Wspólna modlitwa to także obecność pomiędzy małżonkami Jezusa. Oczami wiary widzimy, jak bardzo może ten czas do siebie zbliżyć małżonków. Nie mniej taki czas to tylko jeden aspekt.
Drugi to wspólny czas dla siebie po prostu dla małżonków. Coraz więcej znajomych organizuje sobie tak życie, by przynajmniej raz w tygodniu dzieci podrzucić innym osobom i mieć te kilka godzin na wspólne randkowanie. Tak mieć ten czas dla siebie, a nie po to by pod nieobecność dzieci coś załatwić, wysprzątać czy naprawić. Po to by randkować, by z sobą rozmawiać, by się sobą interesować, by okazać to zainteresowanie tej drugiej osobie.
W organizacji tego aspektu dużą rolę mają mężczyźni. Kobieta czeka na to byś o nią walczył, okazywał jej zainteresowanie, chciał z nią spędzać czas. Z drugiej strony często ma wyrzuty sumienia że podrzuciła swoje dzieci innej osobie a sama się relaksuje. Mężczyzna powinien zatem zadbać raz o organizacje takiego czasu dla Was, dwa o to by nie czuła się w tej sytuacji źle.
Gdy zadbacie o czas dla siebie, o wspólne bycie razem, o wspólne rozmowy to i to macie szanse na zrozumienie świata tej waszej drugiej połówki i jej motywacje, a to spowoduje po prostu większą wyrozumiałość dla siebie nawzajem.
Miłość to decyzja, decyzja o byciu razem. Trzeba zatem o to bycie razem powalczyć. Wspólne randkowanie mimo wszystko to jeden z pomysłów tej walki, jakie są jeszcze inne, o tym w kolejnych częściach, które aż do Wielkanocy w każdą środę.

