„(…) dziękuję ci za to właśnie, żeś mnie zmusiła, Moniko,
ogarnąć moje istnienie jak niesłychany całokształt,
który się uwydatnił i zarysował przez to, żeś ty stanęła w pobliżu.”
Karol Wojtyła, Przed sklepem jubilera
Relacja dwojga ludzi, jakim jest małżeństwo to piękna ale trudna relacja. Małżeństwo to decyzja, o czym pisałem przed tygodniem. Decyzja na to, że będę się Tobą interesował droga żono, będę się Tobą interesowała drogi mężu, już do końca życia. Skoro się zdecydowałem, to muszę się interesować. Muszę bo chce.
Decyzja to zatem nie uczucia, decyzja to wola trwania przy kimś, mimo wszystko. Czym dłużej jesteśmy razem, tym bardziej się poznajemy. Lata mieszkania pod jednym dachem wypłukują ten idealistyczny obraz drugiej osoby jaki mamy w okresie pierwszego zakochania. Widzimy jak bardzo ta druga osoba jest zwykła, jak wiele ma wad, jak bardzo potrafi nas zranić i potrafi przez swoje postępowanie ranić także siebie. Przez lata, co naturalne, przemierzamy lepsze i gorsze momenty, obietnica trwania przy kimś niezależnie od tego w jakim momencie życia się znajduje, powoduje iż małżeństwo jest czymś wielkim.
Rolą małżonków jest bycie z sobą w tych lepszych ale i gorszych momentach i… co najważniejsze małżonek nie tylko ma prawo ale i obowiązek wskazywania temu drugiemu błędów, wad i pokazywania co robi źle i co powinien w sobie zmienić.
Perfekcjonistkami we wskazywaniu tej ciemniej strony charakteru swojego męża są kobiety. Nikt tak jak one nie potrafi uderzyć w czuły punkt swojego faceta, wytknąć mu wad, pokazać jakim beznadziejnym osobnikiem jest. Faceci, też nie są lepsi. Potrafimy z łatwością bagatelizować ciężar opieki nad dziećmi, trudno nam dostrzec starania i problemy naszej połówki. Z łatwością bagatelizujemy problemy naszych kobiet, może je lekko wyśmiewając a może puszczając mimo uszu.
No właśnie, to jak to jest z tym obowiązkiem pokazywania błędów, wad drugiej połówki? Czy nie prowadzi ona do rozpadu związku? Tak może prowadzić, ale może być zupełnie inaczej.
Mamy obowiązek walki o dobro żony/ męża, a zatem obowiązek pokazywania tej drugiej stronie co robi źle, chodzi jednak o to by mówić to z miłością, by w wytykaniu błędów nie zabrakło czułości, by pokazać słabość drugiej strony, w taki sposób by ta chciała walczyć o lepszą część siebie a nie miała podciętych skrzydeł. „Ty zawsze… jesteś taki”, „Ty nigdy…” Często oskarżamy siebie w kłótni. Chodzi jednak o to by umieć rozmawiać o tym co w nas nawzajem złe, nie w kłótni, ale właśnie wtedy gdy jest dobrze.
Z tego rodzi się jeszcze jeden obowiązek. Obowiązek słuchania drugiej połówki. Ks. Pawlukiewicz w jednej z konferencji mówił, że przez męża/ żonę często może do nas mówić Duch Święty, chcąc nas naprawić. Może to co ona/ on mówi nie jest łatwe, ale nie wolno nam tych wskazówek drugiej strony bagatelizować.
Co najważniejsze, w tych wszystkich trudnych rozmowach o naszych wzajemnych wadach nie możemy zapomnieć o tym by wspierać. Wspieranie to chęć słuchania ze zrozumieniem tego co mówi druga strona, wspieranie to nie oszczędzanie na komplementach, pokazywanie jasnej strony tej drugiej osoby i zapewnianie o miłości i wsparciu. Tak, to nie jest oczywiste, to trzeba powtarzać, zwłaszcza wtedy gdy chcemy przeprowadzić trudną rozmowę, ale nie tylko wtedy.
Małżeństwo ma prowadzić do rozwoju męża i żony. Ma prowadzić do tego aby współmałżonek był zmuszony „ogarnąć swoje istnienie”. Przez właśnie takie wsparcie, małżeństwo jest fajne, choć nie jest to łatwa droga.
Droga małżeńska to także walka z własnym egoizmem… o tym za tydzień w ostatnim wpisie z tego cyklu
Dzisiejszy wpis, wymaga jednak PS. Bywają takie związki i takie małżeństwa, że ten głos drugiej połówki bardzo lubi mówić o słabościach jego żony/ męża, uwielbia wytykać mu wady, często pokazując się przy tym jako ktoś lepszy od tej drugiej strony. Nie o takie wytykanie wad chodzi. W takim wytykaniu nie ma miłości, wsparcia, a jest niszczenie i deptanie współmałżonka. Taki związek jest toksyczny a może wręcz posiada cechy znęcania, nie powoduje rozwoju ale degradacje drugiej strony. Taki związek wymaga naprawy, ale tą naprawę trzeba zacząć od przemocowca- bo tak należy nazwać stronę wytykającą wady. Taki związek nie ma nic wspólnego z przysięgą małżeńską, taki związek w skrajnych przypadkach może uzasadnić separacje a czasem wręcz powinien.


Bardzo słuszna uwaga – są ludzie „niezadowoleni ze wszystkiego”, którzy nie rozumieją, że ich ciągłe niezadowolenie jest ICH problemem, a nie otoczenia. A potem mają pretensje, że nie są słuchani – a nie pomyślą, że jak ktoś wiecznie ma pretensje, w 90% bezsensowne, to po prostu nie ma sensu go słuchać.
Znam/znałem kilka takich osób.
Pozdrawiam.