Wczoraj w kościele słyszeliśmy przypowieść o miłosiernym Samarytaninie.
To dobrze znana przypowieść o Samarytaninie, który zaopiekował się pobitym i umierającym przy drodze człowiekiem. Opatrzył go, zabrał ze sobą do gospody i zapłacił za opiekę nad nim. Tą pomocą nic nie zyskał, wręcz staracił0 bo przecież opieka nad chorym człowiekiem kosztuje. Umierający to dla niego zupełnie obcy człowiek, nie łączyły go z nim żadne więzy- Samarytanin to przecież obcokrajowiec. Pomógł, z potrzeby serca. Wcześniej umierającego pozostawili ominęli inni, w tym nawet kapłan.
Jezus tą przypowieścią mówi nam także, że każdy człowiek, niezależnie od tego czy go znamy, czy jest dla nas kimś zupełnie obcym, jeśli jest w potrzebie winien być odbiorcą naszej pomocy. «Idź i ty czyń podobnie!»- mówi Jezus do swojego rozmówcy.
Taka pomoc jest jednak bardzo trudna. Bo to pomoc która nie oczekuje na wdzięczność, na poklask. Bo to pomoc która liczy się z tym, że jej udzielenie będzie dla darczyńcy kosztowne. Ta pomoc nie ma więc nic wspólnego z akcjami charytatywnymi, gdy ktoś udziela pomocy w zamian za reklamę, poklask, marketing. To pomoc która jest trudna, która jest udzielona czasem mimo tego, że spotyka się z niewdzięcznością. Czy potrafimy tak pomagać?
Przechodząc na czasy współczesne gdy Europę zalewają fale nielegalnych imigrantów, czy słuchając nauki Jezusa, powinniśmy im pomagać? Otworzyć granicę, zapewnić schronienie i dach nad głową?
Czy wolno nam powiedzieć „basta”? Nie wpuszczamy Was, wracajcie skąd przyszliście?
Papież Franciszek był gorącym zwolennikiem działania takiego jak właśnie ów miłosierny Samarytanin. Imigranci są ludźmi w potrzebie, ludźmi którzy często stracili wszystko, po to by udać się do lepszego świata. Tak samo jak wiele lat temu Polacy, pchani biedą wyruszali do lepszego świata za ocean lub zawierucha wojenna skierowała wielu z nich na krańce świata. Armia Andersa otrzymała przecież pomoc od ludności i krajów bliskiego wschodu.
Z drugiej jednak strony, czy przyjmując imigrantów nie otwieramy swoich miast i wsi przed agresywną i nieszanującą nas kulturą? Przykład tego co dzieje się na zachodzie pokazuje, że przybysze z dalekich krajów nie bardzo asymilują się z tubylcami, a raczej przenoszą wzorce zachowań ze swoich regonów, że w miastach powstają całe „getta”, których mieszkańcy nie bardzo garną się do europejskiego stylu życia, a pozostając bez pracy, w sposób naturalny powodują wzrost przestępczości.
Czy wolno nam odmówić pomocy, tym co koczują przy granicach, często w spartańskich warunkach?
Z czysto ludzkiej perspektywy- nie wolno!
Nie wolno jednak też pozwolić na to by nasz świat był deptany, przez tych co przybywają tutaj nie chcąc jednak szanować naszej kultury, zwyczajów i prawa. Nie wolno nam zatem pozostawić ludzi bez pomocy, ale tą pomoc możemy świadczyć inaczej. Wolno nam doprowadzić do deportacji z naszego kraju tych co to stanowią dla nas zagrożenie, ale fakt niezgody na to by ktoś deptał nasze wartości nie jest odmową pomocy.


Im więcej ktoś ma Boga na ustach, tym mniej dobrego można się po nim spodziewać. Ale nie ma to jak się dobrze wytłumaczyć. A za parę lat przywłaszczyć sobie bohaterskie czyny innych. Poczuć się spadkobiercami ludzi, z którymi nie ma się nic wspólnego.