Wyruszyli w drogę. Nie wiedzieli jak długa będzie to podróż, nie wiedzieli co ich spotka.
Ich motywem była być może iście naukowa ciekawość, podsycana wiarą w to, że idą na spotkanie ze Zbawicielem.
Szli za gwiazdą.
Ciekawe czy gdy wyruszali w drogę, wiedzieli że finałem tej podróży będzie spotkanie z niemowlakiem, gdzieś na peryferiach Betlejem.
Przyszli do malutkiego Jezusa, pokłonili mu się, a potem chronili, bo przecież do swojej ojczyzny wrócili już inną drogą, taką by ominąć pałac Heroda. Wierzyli zatem, że ten mały człowiek w szopie, to dziecię urodzone w tak nędznych warunkach zmieni losy świata.
To dziecię zmienia losy każdego z nas, jeśli tylko mu na to pozwolimy.
Tegoroczny adwent jest kolejną okazją na to, by wyruszyć na spotkanie z Nim, by pokłonić się mu niczym Trzej Królowie i zaprosić do swojego życia.
Myślę sobie że Trzej Królowie nie spodziewali się, że na końcu drogi przyjdzie im pokłonić się dziecięciu, ale przyjęli to i uwierzyli że gwiazda przyprowadziła ich to właściwego celu. Droga z Bogiem jest przewrotna, często przynosi zaskoczenie, ale jej finał dla nas jest znany to zbawienie.
Zapraszam na „Adwentowe opowieści” o drodze i postaciach które w adwencie na tej drodze będziemy spotykać. W każdy wtorek aż do świąt kolejna adwentowa opowieść. Jeśli masz ochotę, to zapraszam do czytania.

