616. Dobra droga: dziecięce roraty

Za nami pierwszy tydzień adwentu.

Udało się, kilkakrotnie zabrać dzieci na, specjalnie przygotowane dla nich roraty. To dla mnie nowość. Dotąd, jeśli roraty to tylko wczesnym rankiem. W tym roku jest zupełnie inaczej. Msza pełna maluchów, od tych przedszkolnych do tych z pierwszych klas podstawówki.

Iście szkolny harmider teoretycznie nie sprzyja atmosferze modlitwy i rorat, a jednak jest dobrze.

W tym roku po raz pierwszy zabrałem dzieci na roraty. Mimo, że bardzo często nie chce im się iść na mszę w niedzielę i wyruszają w tą drogę z kwaśnymi minami, to chęć pójścia na roraty zgłosiły same. Wstyd się przyznać, ale nawet nie planowaliśmy ich tam zabrać. Siostra zakonna, na religii w przedszkolu dobrze wykonała jednak swoją pracę zaciekawiając dzieci roratami i co… i dzieci wyciągnęły rodziców na wieczorne roraty, a te księża przygotowali tak dobrze, że dzieci chciałyby chodzić codziennie.

Błyskające lampiony i dziecięca radość podczas mszy roratnich to coś co zapamiętam z tego tygodnia.

Teoretycznie ten dziecięcy hałas kłuci się z atmosferą oczekiwania, z adwentową nutą. Cisza i światłość to coś co jest pierwszym adwentowym skojarzeniem. Dzieci pokazały jednak, że takim skojarzeniem może być równie dobrze hałas i radość. Bo jak się nie cieszyć, zdążając na spotkanie z eucharystycznym Jezusem. Uczą tego, także postacie omawiane na dziecięcych mszach roratnich: święci Carlo Acutis, Laura Viciuno i Piotr Frassati.

Kropką nad i w tym tygodniu, był śpiew jaki podczas psalmu na roratach, już tych – dla dorosłych- usłyszałem dzisiejszego poranka:

„Szczęśliwi wszyscy, co ufają Panu

Niech zatem ten adwent będzie dla nas nauką zaufania Panu, która zrodzi we mnie pokój i radość.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *