Adwentowe Opowieści

40. Adwentowe opowieści. Być jak Noe

adw-opowAdwent to jest ten czas w roku, który powinien być impulsem do podjęcia trudu walki naszymi słabościami i trudu wsłuchania się w natchnienia jakie Bóg nam zsyła, by nasze życie było szczęśliwe.

Jak patrzę na miniony rok, to widzę że większość tego co złe w moim życiu i w pracy zawodowej i w życiu osobistym, dzieje się z powodu lenistwa. Dlatego na ten czas zaplanowałem konkretną walkę, walkę z moim leniem. Adwent liturgicznie idealnie się do tego nadaje. Sam fakt wstawania przed świtem by pójść na kolejne Roraty to dobra zaprawa do całego dnia, walki z lenistwem.  

Warto też, na te nasze słabości popatrzyć z dystansem i z wiarą. Bo adwent to radosne oczekiwanie, radosne porządkowanie naszego życia.

To tak jak słyszana ostatnio w Kościele opowieść o Noe i jego arce. Ten gość uwierzył Bogu. Wbrew wszystkiemu i wszystkim, na długo przed katastrofą, budował arkę. Wtedy jeszcze przecież nie padało, a on uparcie przygotowywał się do potopu. Tylko że jego przygotowywanie nie było przesączone lękiem, działał przecież zgodnie ze wskazówkami Boga. Nie wypatrywał nieszczęścia, wiedział że ono nadejdzie, ale wiedział też, że kiedyś minie, a on dzięki temu że postępuje zgodnie ze wskazówkami Boga wyjdzie z tego doświadczenia obronna ręką. 

To lekcja dla nas. Lubimy, z wypiekami na twarzy, i przerażeniem w sercu słuchać opowieści o przepowiedniach wieszczących przyszłe katastrofy. Chodzi nawet o te małe, katastrofy w naszym życiu. Lubimy nadawać wielkie moce naszym wadom i  do każdego czego się podejmujemy podchodzić z lękiem, co jeśli nam się nie uda, co jeśli nas wyśmieją, albo mówić bardziej dobitnie: nie uda się. Ile razy rezygnujemy z natchnień, pomysłów tylko z powodu naszych lęków przed porażką?  

Pewnie Noe też miał momenty zwątpienia, być może targały go wątpliwości czy nie oszalał. Mimo wszystko jednak nie zdezerterował, uwierzył i dzięki temu że słuchał Boga, przetrwał katastrofę, ocalił swoją rodzinę. Co by było, gdyby On zrezygnował z natchnienia jakim obdarzył Go Bóg? Pewnie, jak inni utonął by w Potopie.

W adwencie musimy być więc jak Noe. Z jednej strony walczyć ze swoimi wadami, -ja ze swoim lenistwem- , z drugiej strony nie patrzyć z przerażeniem na te nasze słabości, tylko radośnie (bo przecież po naszej stronie jest Bóg) stoczyć z nimi walkę. Z drugiej strony trzeba szukać tych natchnień, uwolnić się od podszeptów innych czy lęku przed wyśmianiem, a wsłuchać się w siebie, i trzymając się kurczowo wskazówek Boga (w Piśmie Świętym, w nauczaniu Kościoła) i w bliskości z Bogiem (modlitwa) z radością iść przez życie, budując w ten sposób arkę, która uchroni nas od katastrof i uczyni ludźmi sukcesu.

Tu na blogu, w każdy wtorek i czwartek adwentu, zapraszam na cykl opowieści, o tej radosnej walce z grzechem i wypatrywaniu natchnień od Boga. Będą to konkretne i prawdziwe historie ludzi. Na pierwszą taką opowieść zapraszam już w najbliższy czwartek.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *