Tagi

, , , , , ,

adw-opowJoanna była na wskroś kobieca i seksowna. Lubiła dobrze wyglądać, podążać za modą, lubiła się podobać innym. Nie stroniła od nowinek. Lubiła przełamywać stereotypy i korzystać z życia. Była zwykłą kobietą, choć swoim sposobem życia wyprzedzała czasy w których żyła.

Uwielbiała szybką, jazdę samochodem, czuła się też cudownie, gdy prowadząc motocykl wiatr porywał jej włosy. Uwielbiała też czuć się kobieco, dlatego spędzała długie godziny przeglądając najnowsze katalogi mody, by ubierać się na topie. Nie widziała jednak sensu, by na co dzień, wtedy gdy udaje się na wizyty lekarskie do pacjentów, musiała zakładać sukienki czy spódnice. Wygodniej było przecież w spodniach. To, że obgadywano ją za to, to trudno.

Nie widziała też nic złego w tym, że jako kobietę, pasjonuje ją szybka jazda samochodem, narty, czy wyprawy wysokogórskie. Kilkakrotnie zdobyła Mont Blanc. Dziś pasja Joanny to rzecz normalna, nie jednak w latach 50- 60 XX wieku, gdy żyła.

 Choć chyba wtedy jej system wartości był powszechniej spotykany, bo dziś to heroizm. Joanna, od dziecka angażowała się bowiem w życie Kościoła. Uczestniczyła aktywnie w akcji katolickiej, a życie i wybory opierała na Jezusie. Jak powie jej syn: „Jezus był dla mamy wszystkim. Jemu podporządkowywała decyzje. Nie musiała o Nim opowiadać, bo swoją miłość do Jezusa przekładała na życie (…) Była zupełnie normalna. Tato dużo mi o niej opowiadał. Na przykład, kiedy pojechali z mamą w podróż poślubną na Capri i do Taorminy na Sycylię, wstąpili do Rzymu. Tata ciągnął od kościoła do kościoła, na adoracje. A mama mówi: „Pietro, koniec ze zwiedzaniem kościołów, błagam, pokaż mi coś innego!” 

Ot, zwykła kobieta.

Ta zwykła kobieta została ostatnią osobą, uznaną przez papieża Jana Pawła II za świętą.  Joanna Beretta- Molla, bo o niej mowa, była żoną włoskiego biznesmena, lekarką i matką czwórki dzieci. Zasłynęła z tego, że poświęciła swoje życie by ratować życie dziecka, które miała pod sercem. Przeglądając jej życiorys na uwagę wbiło mi się jednak coś innego. Jej miłość do innych, zwłaszcza do męża.

Jej syn mówi że w osobach swoich pacjentów widziała nie petentów a osoby którym trzeba nie jednokrotnie nie tylko wyleczyć ciało, ale przede wszystkim duszę. Spalała się dla innych. Tak też podchodziła do małżeństwa, w jednym z jej listów do męża czytamy:

„Naprawdę chciałabym uczynić Cię szczęśliwym i być taką, jakiej pragniesz: dobrą, wyrozumiałą i gotową do poświęceń, których będzie wymagało od nas życie. Nie mówiłam Ci jeszcze, że zawsze byłam osobą bardzo wrażliwą i łaknącą uczucia. Dopóki miałam rodziców, wystarczało mi ich ciepło. Później, pomimo że stale pozostawałam w wyjątkowej jedności z Panem Jezusem, pracując dla Niego, odczuwałam brak mamy. (…) Teraz pojawiłeś się Ty. Pokochałam Cię i pragnę oddać Ci siebie w darze, by stworzyć prawdziwie chrześcijańską rodzinę”.

 Zaraz po zaręczynach piszę:

Najdroższy Piotrze, jak mam dziękować Ci za ten przepiękny pierścionek zaręczynowy? W zamian oddaję Ci moje serce (…). Wiesz, jak bardzo pragnę widzieć Cię szczęśliwym. Powiedz proszę, jaka mam być i co mogę zrobić, byś to Ty był szczęśliwy? Ufam tak bardzo Bogu i jestem pewna, że Pan pomoże mi być godną ciebie żoną”

 Dziś wpatrzeni jesteśmy we własne ja. Jesteśmy w związkach tylko wtedy gdy nam jest dobrze. Patrzymy tylko na siebie. Gdy nam przestaje być dobrze, gdy nie jesteśmy już tak szczęśliwi jak na początku uciekamy walcząc o własne szczęście. Nie oglądamy się na innych: na szczęście tego i tej którym przyrzekaliśmy, na szczęście dzieci, na przykład dla innych.

Jestem przekonany że gdyby małżonkowie, nawzajem zastanawiali się co mają uczynić by on// ona byli z nimi szczęśliwsi rozwody wręcz zniknęłyby z wokand sądowych.

Może więc najbliższe Święta i wieczór wigilijny będzie taką okazją by usiąść razem w rodzinie, z żoną (nigdy nie ma dla niej czasu, praca- prawda? ), z mężem (zawsze jest coś do zrobienia, dom do ogarnięcia, dzieci) poświęcić mu, jej czas, szczerze pogadać co ważnego dzieje się u niej u niego, wsłuchać się w nią, w niego i nawzajem zastanowić się co można dla siebie zrobić byśmy razem byli szczęśliwymi.

Może dzięki takiej chwili przy choince, tylko dla siebie, te Święta i ta Wigilia będzie najpiękniejszym czasem od dawna i przypomni te chwile gdy rodziła się między Wami ta wielka miłość, która zaprowadziła Was przed ołtarz.

Tekst na podstawie  artykułów:

https://gosc.pl/doc/1179191.BerettaMolla-swieta-z-klasa/3

https://gosc.pl/doc/2190486.Milosc-nie-z-tego-swiata

Przez cały adwent, w każdy wtorek i czwartek, kolejne opowieści adwentowe.  Kolejna opowieść adwentowa, już we wtorek 13 grudnia.  Zapraszam.