Tagi

, , , , ,

Pierwsza „adwentowa opowieść” i pierwsza postać której miłość pokonała nawet brutalny nazistowski system. Dziś opowiem Wam historię  bł. Franza Jaegerstaettera i jego żony Franziski. Będzie to historia wielkiej miłości do Boga, ale też bezkompromisowego powiedzenia „nie” błędnej ideologii nazizmu.

Franz był Austriakiem, mieszkał w Górnej Austrii w niewielkiej wiosce. Prawie po sąsiedzku z Braunau nad Innem, gdzie urodził się Adolf Hitler.

Młody Jaegerstaetter, nie należał do grzecznej młodzieży. Był szefem bandy nastolatków, którzy nie stronili od alkoholu i bijatyk z chłopkami z sąsiednich miejscowości. W latach 20 XX wieku, Franz opuścił swoją miejscowość w poszukiwaniu pracy. Pracował m in. w kopalni rudy. W tym czasie, także w Austrii mody zaczął być zlaicyzowany styl życia i poglądy totalitarne. Franz jak wielu w jego wieku porzucił wówczas praktyki religijne i prowadził dość luźny tryb życia. Po powrocie do rodzinnej wioski doczekał się nieślubnego dziecka. Miał fatalną opinie.

Sposób jego życia coraz bardziej mu uwierał. Docierało do niego, że bez Boga – tak naprawdę nigdy nie będzie szczęśliwy. Zmieniał swoją postawę. Ku zaskoczeniu wszystkich nawrócił się. Zaczynał bardziej żyć dla innych. Otoczył opieką swojego 10-letniego chrześniaka,gdy ten stracił ojca. Nigdy nie uchylał się od obowiązków ojcowskich i alimentacyjnych w stosunku do swojego nieślubnego dziecka. Prawdziwy przełom w jego życiu przyniosło jednak poznanie Franziski. Zauroczyła go jej piękność, ale i też system wartości, pojmowanie Świata i wiara. Zaangażowana była w kościelną wspólnotę młodzieżową. Odtąd już razem angażowali się w życie duchowe i religijne. Jak powie potem, żona przyszłego błogosławionego, początkowo to ona była bardziej gorąca w wierzę, z czasem się to zmieniło i jego dojrzała wiara bardzo jej imponowała.

To był Wielki Czwartek 1935 roku, gdy wzięli  ślub. Ta uroczystość była zorganizowana na przekór lokalnym tradycjom. Cicha Msza o 6.30 rano, bez wesela i jeszcze tego samego dnia wyjazd na podróż poślubną do Rzymu. Jak zaświadczają ich dzieci to małżeństwo było bardzo zgodne. Nigdy nie widzieli swoich rodziców w kłótni. Rodzina była bardzo zaangażowana w praktyki religijne, zwłaszcza te do Serca Jezusowego.

Ich życie małżeńskie, wkrótce miało napotkać wieki trud, związany z czasami wojny  i nazizmu.  W 1938 roku Franz nie chcąc współpracować z partią narodową odmówił kandydowania na Burmistrza, jako jedyny z mieszkańców miejscowości zagłosował w referendum na „nie” co do przyłączenia Austrii do III Rzeszy. Otwarcie w rozmowach z sąsiadami opowiadał się przeciwko faszyzmowi i Hitlerowi.

W 1940 roku został powołany do Wermachtu. Będąc w wojsku 8 grudnia 1940 roku wstąpił do III Zakonu Świętego Franciszka. Wymagało to nie lada odwagi w nazistowskim wojsku.

Po powrocie z wojska, doszedł do wniosku że nie może być katolikiem i jednoczenie służyć Hitlerowi. Obiecał sobie wówczas, że jeśli ponownie otrzyma powołanie, odmówi. Tak też się stało. Odrzucono również jego prośbę by odbył służbę w charakterze sanitariusza. Za swoją postawę, został skazany na śmierć. Zginął na gilotynie. 26 października 2007 roku został beatyfikowany przez papieża Benedykta XVI. Park w rodzinnej miejscowości Adolfa Hitlera jest imienia Franza Jaegerstaettera.

Wzruszające i pełne miłością są jego słowa do żony. W jedynym z ostatnich listów czytamy: „Najukochańsza Żono, dziś upłynęło siedem lat, jak wobec Boga i kapłana przyrzekliśmy sobie miłość i wierność. (…) Patrzę w przeszłość i rozważam szczęście i rozliczne łaski, które stały się naszym udziałem w ciągu tych siedmiu lat, które graniczyły nawet z cudem. (…) Najukochańsza Żono, dlaczego mielibyśmy się tak bardzo niepokoić o przyszłość, skoro Ten, który dotąd nas strzegł i uszczęśliwiał, nie opuści nas też nadal, jeśli tylko nie zapomnimy o wdzięczności i nie ostygniemy w dążeniu do nieba. Później nasze szczęście będzie trwało dalej, aż przez całą wieczność. Kiedy teraz siedzę za murami więzienia, to także myślę, że wciąż mogę polegać na Twojej miłości i wierności, a jeśli nawet miałbym się odłączyć od Ciebie w życiu doczesnym – również i poza grobem.”

Patrząc na przykład bl. Franza pytam siebie czy potrafię tak jak on iść pod prąd, za Jezusem? Zostawić za sobą przeszłość i oddać się na maxa opiece Boga?Czy nie wstydzę się przed innym mojej wiary? Czy potrafię tak kochać żonę / Boga, jak on kochał?  Nie wiem jak Wasze, ale przyznaje ze wstydem że kiepskie są te moje odpowiedzieć na powyższe pytania.

Tekst powstał w oparciu o artykuły: „Szczęście w cieniu gilotyny” (KLIK), „Franz i Franziska” (KLIK)

To była pierwsza „opowieść adwentowa” Na kolejną zapraszam, w piątek 15 grudnia 2017 roku. Opowieści Adwentowe sprzed roku znajdziecie klikając na kategorie o tej nazwie z boku strony.