Tagi

, , ,

Dziś kolejna „Adwentowa Opowieść”, i znów będzie o potędze miłości pewnej małżeńskiej pary, która doprowadziła ich do nieba. Dziś opowiem historię małżeństwa Marii Luizy Corsini i Alojzego Beltrame Quattrocchi – świętych małżonków.

„Miłość to pragnienie przyniesienia ulgi, pocieszenia, sprawienia przyjemności ukochanemu i nieustanna troska o zaspokojenie jego najskrytszych i niewyrażalnych pragnień. Gdy to wszystko nie przytłumi życia wewnętrznego, (…) ale stanie się niemal modlitwą w uwielbieniu ukochanego (…), wszystko to będzie wyrażać prawdziwą miłość.” Tak miłość małżeńską rozumiała Maria, co doprowadziło ich do takiego pojmowania małżeństwa?

Ich historia rozpoczyna się późną jesienią 1905 roku. Dokładnie 25 listopada. Wtedy to stanęli przed ołtarzem ślubując sobie miłość, wierność i uczciwość małżeńska.  W przysiędze tej nie tylko wytrwali, ale przysięga ta doprowadziła ich do bram nieba. Papież Jan Paweł II beatyfikował ich, jako pierwszą w historii parę małżeńską.

Alojzy Beltrame Quattrocchi był rzymskim adwokatem, jego żona Maria była jedynym dzieckiem przyjaciół jego rodziców.  Między nim a Marią bardzo szybko nawiązała się nić sympatii, może zauroczenia. Ich wzajemne uczucie wrosło, zwłaszcza podczas ciężkiej choroby Alojzego. Maria udzielała wówczas Alojzemu dużego wsparcia, obdarzyła go troską, dobrym słowem i wszelką pomocą. Gdy, wbrew opinii lekarzy odzyskał zdrowie, wiedział już że Maria jest wybranką jego serca. Nie zwlekł więc, na wiosnę 1905 roku oświadczył się Marii i już jesienią tego roku połączył ich święty węzeł małżeński.

Życie małżeńskie nie było usłane różami. Zamieszkali u rodziców Marii, w wielopokoleniowym domu. Ojciec Marii, miał dość wybuchowy charakter, nie ułatwiało to wspólnej egzystencji pod jednym dachem.

Rok po ślubie przyszło na świat ich pierwsze dziecko Filip. Jak pisała Maria, nie czuła się jeszcze wówczas gotowa na dziecko, nie było ono dzieckiem chcianym.  Wkrótce potem urodziły się jeszcze Stefania i Cezar. W 1913 roku, podczas kolejnej ciąży Marii, pojawiły się komplikacje. Lekarz zalecił aborcję. Twierdził, że dziecka nie da się uratować, a zagrożone jest życie matki. Małżonkowie odrzucili jednak zalecenia lekarzy. Z tamtego okresu dzieci pamiętają klęczącego ojca, po którego pliczkach, podczas modlitwy płyną łzy. Historia jednak potoczyła się dobrze w 1914 roku na świat przyszła, zdrowa córka Enrichetta.

Ich dalsze życie było zwyczajne. Maria, głównie, zajmowała się wychowaniem dzieci i domem. Alojzy był wziętym adwokatem, potem sędziom. Robił karierę w wymiarze sprawiedliwości. Maria publikowała książki o tematyce rodzicielskiej i duchowej.

Ich zwyczajne życie to także, chyba już nie taka zwyczajna relacja z Bogiem. Główną rolę w tej sferze pełnia Maria. Alojzy pochodził  z rodziny niezbyt religijnej. Praktyki chrześcijańskie regularnie wykonywała w niej tylko ciotka Stefania. Dzięki więc żonie Alojzy poznał prawdziwą i pełną relację z Bogiem, pod jej wpływem zaangażował się w życie duchowe i religijne. Centralnym punktem ich dnia była Msza Święta. Starli się w niej uczestniczyć codziennie i codziennie przystępować do komunii.

Życie z Bogiem nie ograniczało się tylko do modlitwy. Aktywnie wspierali akcje charytatywne, sami byli darczyńcami. Zaangażowali się w Ruch Odrodzenia Chrześcijańskiego i Front Rodziny. Nie zamknęli swojej relacji z Bogiem, ale pragnęli dzielić się swoim doświadczeniem z innymi. Alojzy nie wstydził się swojej wiary nawet pracując w instytucjach państwowych. Pisał: Nie powinniśmy ukrywać naszych przekonań religijnych, lecz okazywać je publicznie. Musimy wyrażać wiarę, nie tylko słowem, ale przede wszystkim czynem.

Relacja z Bogiem doprowadziła ich w końcu- do, wydawać by się mogło, hardcorowego kroku, życia w czystości. Nie mniej zwłaszcza dziś, gdy wiele par ma pokomplikowaną sytuację ich postawa może być pięknym przykładem. Maria, w liście do męża, nawiązując do tematu czystości napisała:  Mój kochany, możesz być pewny, że moja miłość do ciebie i czułość, jaką we mnie teraz wzbudzasz, są nieporównywalnie większe niż dawniej. Zrozum, że nie musisz czekać na niebo, żeby się ze mną zjednoczyć. Już teraz jesteś ze mną tak ściśle zjednoczony, jak nigdy przedtem. Pan Bóg nie dzieli, lecz łączy, bo jest Miłością. Pan Bóg jest radością, a nie smutkiem.

Alojzy zmarł w 1951 roku, Maria w 1965 roku.

Patrząc na ich przykład zastanawiam się na ile moja relacja z Bogiem promienieje na moją żonę, a może moja postawa odciąga ją od Niego? Zastanawiam się też ile jest miejsca dla Boga w moim małżeństwie i chyba o wiele za mało.

Tekst powstał w oparciu o artykuły: Świętość Dwojga (KLIK) , Recepta na szczęśliwe małżeństwo (KLIK) 

Już za tydzień 22 grudnia 2017 roku, zapraszam na trzecią „adwentową opowieść”, chyba z najmocniejszym przesłaniem. Opowieść sprzed tygodnia, o bł. Franza Jaegerstaetterze, możecie przeczytać TUTAJ.