Wiara

119. Mój sposób na modlitwę

Pamiętam gdy jako dziecko, rodzicie prawie siłą przymuszali nas do modlitwy. To sakramentalne pytanie czy się już pomodliłeś, padało chyba codziennie rano i wieczorem, padało niemal równocześnie z pytaniem czy wymyłem już zęby. Dla nich najwyraźniej higiena duchowa była równie ważna jak osobista.

Historia mojej modlitwy

Zaciąganie do modlitwy to nie był jednak tylko nakaz. Pamiętam wieczory gdy, wspólnie z cała rodziną klękaliśmy do modlitwy, to było to dla  moich rodziców bardzo ważne. Pamiętam też sytuacje trudne, skrajnie trudne – gdy rodzice siebie i nas oddawali pod opiekę Boga.

To był przykład, który spowodował że potem w wieku dorastania czy młodości nigdy od modlitwy nie odszedłem, choć wiele razy zdawało mi się nie nie ma ona sensu. Zresztą, ta moja modlitwa to było, takie zwykłe odklepywanie zdrowasiek, takie wypełnienie obowiązku.

Zmieniło to się w pewnych trudnych dla mnie chwilach, gdy wydawało mi się, że świat się wali. Wtedy chyba pierwszy raz, z pominięciem formułek wprost zwróciłem się do Boga. Prosiłem o pomoc. W tym czasie, całkiem przypadkiem (choć wiecie jak z tymi przypadkami bywa), wpadł mi w ręce Dzienniczek Siostry Faustyny. Chyba wtedy pierwszy raz naprawdę uwierzyłem, w osobową, rzeczywistą obecność Boga, który przestał być dla mnie dalekim, surowym dziadkiem, czy obrazem w Kościele, ale realną osobą która słucha i odpowiada. Może dwa, może trzy lata zajęło mi przeczytanie całego Dzienniczka. Czytałem go powoli małymi fragmentami i z każdą stroną odkrywałem ze zdumieniem jak bardzo Jezus che być blisko nas i chce byśmy ze wszystkim do Niego szli. Myślę, że lektura Dzienniczka to także w pewien sposób była modlitwa. Bóg wiele dzięki Niemu mi o sobie powiedział, wstrząsnął mną i pozwolił bardziej się poznać.

Wtedy też odkryłem potęgę nowenny pompejańskiej- tak,  to pozornie znowu było klepanie zdrowasiek, ale w rzeczywistości to była godzina spędzona na rozmowie z Bogiem, rozważanie tajemnic zbawienia i ciągłe opowiadanie mu o tak ważnej dla mnie sprawie, że aż postanowiłem sięgnąć po pompejańkę.Nie muszę chyba pisać, że modlitwa w sposób niezwykły doczekała się odwiedzi.

Mój sposób na modlitwę

Kocham różaniec, kocham zwykłe tradycyjne formy modlitwy. Tak modlę się na co dzień, ale od tamtego momentu, parę lat temu- gdy przestudiowałem Dzienniczek moja modlitwa to także zwykła rozmowa z Bogiem, powierzanie mu wszystkiego i opowiadanie mu o wszystkim. Niczym dobremu znajomemu, niczym dobremu kumplowi.

Pośród codziennych obowiązków, nawału pracy zawodowej i tej w rodzinie trudno znaleźć czas na spokojną modlitwę. Czasem więc ta poranna to takie odhaczenie obowiązku, pewnie dlatego uzupełniana jest u  mnie, krótkimi chwilami w ciągu dnia, gdy zwracam się do Boga, np jadąc samochodem do klienta.

W weekendy staram się nadrabiać. Od jakiegoś czasu coraz częściej sięgam po Pismo Święte- to niesamowita księga, której praktycznie nie znam, a przez którą w sposób niezwykły mówi do mnie Bóg.

Dla mnie wzór modlitwy prezentował papież Jan Paweł II. Nigdy nie zapomnę tego, jak bardzo potrafił utonąć w głębi modlitwy, odciąć się od świata i skupić na rozmowie z Nim. To właśnie On kiedyś powiedział że:

Rodzina ma być świątynią, to znaczy domem modlitwy: modlitwy prostej, serdecznej i przepojonej codziennym trudem.

Staram się by ta moja codzienna modlitwa właśnie taka była. Bez udziwnień, ot takie zwykłe zwrócenie się do Boga i opowiedzenie mu co u mnie. Staram się też, by wszystko co się u mnie wydarza powierzyć Jemu- wtedy tak naprawdę całe nasze życie, obowiązki, trudy  radości – stają się jedną wielką modlitwą. Bo myślę że Bóg o wiele bardziej będzie zadowolony z tego jeśli będziemy dla jego chwały w sposób jak najlepszy wykonywać nasze codzienne obowiązki, niż gdybyśmy zaniedbując te obowiązki, godzinami tkwili na modlitwie.

# mojamodlitwa

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *