Adwentowe Opowieści Małżeństwo

256. Adwentowe Opowieści: trędowaci

„Nie możemy mieć dzieci. Jesteśmy inni, jacyś tacy trędowaci”. Takie myśli, coraz częściej krążyły w głowie Iwony. W jej opinii, jej mąż Piotr, bagatelizuje problem. Skoro nie che z nią o tym rozmawiać, nie roztrząsa tego problemu to pewnie, tak naprawdę nie chce dziecka. Czuje jak reszta rodziny, także tej dalszej, omija ten temat szerokim łukiem. Zauważyła już, jak cichną rozmowy przy rodzinnym stole na temat ciąży i dzieci rodzących się u kuzynostwa, wówczas gdy w pokoju pojawia się ona z Piotrem. No tak jesteśmy trędowaci- ta myśl koła się w jej głowie coraz bardziej.


To druga część historii Piotra i Iwony. Pierwszą przeczytacie  TUTAJ


Jedyną osobą z którą może o tym porozmawiać jest jej mama. Ona ją rozumie. Trochę ją pociesza, ale bardziej razem płaczą nad tym nieszczęściem. Pewnego razu mama proponuje Iwonie udział w nabożeństwie. W ich parafii trwają akurat Misje Święte, w ich ramach, jednego wieczoru ma odprawione zostać nabożeństwo o uzdrowienie i uwolnienie za wstawiennictwem Jana Pawła II.

Poszły tam razem. Razem modliły się o to by pod sercem Iwony poczęło się nowe życie. Długa uroczysta Msza Święta, litania do Św. Jana Pawła II, ucałowanie Jego relikwii. Długie kazanie o naszym papieżu, także o cudach za jego wstawiennictwem- w tym także dotyczących potomstwa. W Iwonie rodzi się nadzieja. Potem modlitwa wstawiennicza. Ksiądz poprosił o wypowiedzenie do ucha intencji, a potem położył swoje ciepłe ręce na jej głowie. Nic nie czuła. Nie było fajerwerków…

Kilka dni po tym wydarzeniu miała kolejne badania. Ona i mąż. Liczyła że jej parametry hormonów będą bardziej w normie, że poprawią się wyniki nasienia męża. Wyniki badań się jednak nie zmieniły…

Razem z mężem, zaczęli kłócić się z  Bogiem. Uważali, że to nie fair. Skoro nie mogą mieć dzieci, to skąd w ich sercach tak duże pragnienie ich posiadania. Czy Bóg powołuje ich do adopcji?

Jakby problemów było mało, Iwona miała straszny sen. W roli głównej w tym śnie, wystąpiła siostra taty. Z ciotą jej tata był od lat pokłócony. Już nikt do końca nie pamiętał o co dokładnie poszło. Nie rozmawiali z sobą od ponad 10-ciu lat. Ciotka nie tylko atakowała tatę, ale i cała jego rodzinę. Iwona pamiętała jak i ją samą przeklinała. Ciarki na plecach Iwonie przeszły, gdy jej mama opowiedziała iż także ona miała prawie identyczny sen, z ciotą w roli głównej.

Wiedziała, że ciocia jest ciężko chora, od kilku tygodni leży w swoim domu, przykuta do łóżka. Postanowiła, że musi działać. Chciała, by ciocia i jej tata się pogodzili. Nie dawał jej spokoju, ten straszny sens sprzed kilku dni. Jadąc do domu cioci, bardzo się bała, przez całą drogę modliła się o to by tym razem ciocia przynajmniej ją wysłuchała. Bała się, że i teraz będzie jak sprzed kilku laty, gdy wyrzuciła ją z domu, rzucając za nią kawałkami drzewa i wyklinając, że jest potomkiem diabła i sama jeśli kiedyś kogoś urodzi, to diabła. Czy i tym razem będzie podobnie? Jechała tam z duszą na ramieniu i powtarzając do Boga prośby o światło Ducha Świętego dla niej i dla cioci i o łaskę pojednania rodzinie.

Co wydarzyło się dalej, w tej opartej na faktach historii? Przeczytacie w kolejnej części adwentowej opowieści, za tydzień w środę 19 grudnia. Zapraszam .

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *