Święta Bożego Narodzenia to dla mnie przede wszystkim powrót w wyobraźni do mojego domu rodzinnego. Byliśmy wtedy wszyscy w komplecie, moi rodzice, rodzeństwo. Zawsze po kolacji wigilijnej jechaliśmy do dziadków. Babcia z dziadkiem żyli. U dziadków spotkaliśmy także ciocie, wujki i kuzynostwo. Ilu z nich już z nami nie ma. Zasiadają do stołu wigilijnego po tamtej stronie chmur. Ile z tych osób rozjechało się gdzieś po świecie, z tych dzieciaków z kuzynostwa założyło swoje rodziny. Takiej wigilii i takiego spotkania już nie będzie.
A w domu w dzień wigilii, pachniało potrawami i nie tylko. Zapach suszonych grzybów mieszał się z zapachem suszonych śliwek, kapusty, ryb, a wszystko dopełnione przez zapach pięknie pachnącej jodły lub świerka. No i jeszcze sinako, dużo sianka (Dziś w tych alergicznych czasach chyba nie byłoby to możliwe) W tle przez cały dzień magnetofon katował kasety z kolędami. Z tatą ubieraliśmy choinkę, pamiętam jak męczył się z lampkami, ale jak wielką radością było dla mnie zamontowanie na szczycie choinki gwiazdy, takiej świecącej- oczywiście z pomocą taty.
Wieczorem zapach świec. Na stole zawsze paliła się ta z wigilijnego dzieła pomocy dzieciom, ale były jeszcze inne, ustawione po bokach figurki dzieciątka Jezus. Po kolacji wigilijnej śpiew kolęd, a potem wspomniany już wyżej wyjazd do babci. Tam, kolędowania ciąg dalszy no i zabaw z innymi dziećmi.
Wszystkie te obrazki z przeszłości pokrywa już mgła czasu. To są tylko kadry, ale wraz z nimi przebijają się uczucia. Miłość, ciepło, bycie razem i radość. Tak kojarzę te chwile. Bycie razem, bo rodzice przygotowując Święta robili to tak by nam dzieciom dać jak najwięcej radości. Te wszystkie przygotowania, ceremoniały były dla nas. To się czuło. Zresztą w te przygotowania, chyba od najmłodszych lat byliśmy angażowani. Byliśmy ich częścią. Już same przygotowania, wykonywane razem z rodzicami, dawały nam mnóstwo radości.
Nie było u nas prezentów, te przynosił Święty Mikołaj 6 grudnia. Nie twierdzę że prezenty są be. Bez nich magia świąt uwalniała się po prostu z faktu bycia razem, chyba dla rodziców łatwiej było przekazać nam istotę świąt, gdy nie musieli walczyć z naturalną dziecięcą fascynacją prezentami. Tyle że, także i prezenty można wykorzystać do budowania atmosfery w rodzinie, która w sposób naturalny powiedzie nas do istoty Świąt Bożego Narodzenia.
Trzeba jednak pamiętać by być w tym czasie dla innych. By Święta zorganizować tak by inni zwłaszcza Ci najmłodsi spędzili czas z przylepionym od fascynacji uśmiechem i by jednocześnie wiedzieli iż ta niezwykła radość w nas bierze się z tej małej istotki w betlejemskim żłóbku.
Czas zatem zakasać rękawy by dać innym to ciepło, tą radość i tą miłość, którą sami pamiętamy z domu rodzinnego.

