Adwentowe Opowieści Małżeństwo

258. Adwentowe Opowieści: przebaczenie

Iwona jechała do ciężko chorej cioci razem z mężem Piotrem. Przyjechali na podwórko, to podwórko, które tak dobrze pamiętała z lat dziecinnych, gdy przyjeżdżała tu do dziadków, a i ciocia- ta ciocia-wymyślała dla niej niezliczone zabawy, i obdarzała miłością. Jak blisko jest od miłości do nienawiści, pomyślała- wchodząc do domu cioci. Czy pojednanie cioci z tatą to misja niemożliwa? Bała się, że znów usłyszy bluzgi na swój i taty temat: dowie się, że jest ladacznicą i potomkiem diabła. Nie chciała jednak dopuścić do tego by ciocia odeszła z tego świata nie pogodzona z bratem.


Poprzednie części historii Iwony i Piotra przeczytacie TUTAJ i TUTAJ


Piotr postanowił zostać w samochodzie. Nie znał, ani cioci ani jej rodziny. Siedział i rozmyślał nad tym jak poplątane są ludzkie historie, jak łatwo jest zniszczyć miłość. Postanowił wtedy, że nie pozwoli by cokolwiek zniszczyło jego dobre relacje z rodzeństwem i co najważniejsze miłość do żony. Nie pozwoli na to także problemowi niepłodności, który jak ten nieproszony gość, niespodziewanie wdarł się w ich małżeńskie życie i próbuje zniszczyć je od środka. W tle grało radio, słowa: „radosny to dzień, wspaniały to dzień wspaniały to dzień, wracają z ołowiu żołnierze, ze strychu znów w dół schodami aż tu, wracają lecz już nie do ciebie” jakoś wyjątkowo wdarły się w jego mózg. No tak stary dobry „Konik na biegunach” Urszuli- pomyślał. Tak bardzo chciałby doczekać takiego dnia jak w tej piosence, a ten dzień staje się coraz bardziej rozmyty we mgle marzeń, które w coraz większym stopniu stają się nierealne.

Wkurzało go, dlaczego akurat ich dotknęła tragedia niepłodności. Fakt, na początku małżeństwa chciał z tym trochę poczekać, nacieszyć się żoną, życiem we dwójkę. No ale trochę, a nie tyle lat! Ciągłe badania, wizyty u specjalistów. Ktoś im mówi że wyniki nie najlepsze, ktoś inny przebąkuje do In vitro. Tą opcję negują. Myślą o naprotechnologii. Byli już nawet na jakimś spotkaniu. Zostali z kolejną długą listą badań do zrobienia. Nie potrafi zrozumieć tego, że skoro nie mogą mieć dzieci, to dlaczego tak bardzo chcą tego rodzicielstwa. Skoro Bóg daje pragnienie, to chyba po to by to pragnienie realizować- myśli. Może chodzi o to by podjęli się adopcji? Iwona kiedyś o tym wspominała, teraz neguje tą drogę, on negował kiedyś, teraz się zastanawia. Może to ich droga?

Z drugiej strony postanowił zaufać Bogu. Szturmowali razem niebo tak jak umieli najlepiej. Iwona brała udział w Mszy o uzdrowienie za wstawiennictwem Św. Jana Pawła II, on niedawno – zupełnie przypadkowo – trafił na Mszę z namaszczeniem olejem Św. Szarbela, razem bywali na Mszach dla osób starających się lub oczekujących potomstwa. Kiedyś postanowił też prosić o wstawiennictwo, w specjalnej nowennie- Św. Józefa. Podczas modlitwy ma dziwny pokój w sercu, jakby mu coś mówiło, że zostanie kiedyś tatą.

No właśnie, kiedyś? Kiedy?  Przecież są coraz starsi. Kolejne modlitwy, Msze, a wyniki badań jak się nie poprawiały tak się nie poprawiają. Nie wiedział która to już jego nowenna pompejańska. Przeczytał kiedyś, że ważna jest wiara, że trzeba dziękować za to o co już się w nowennie prosiło, a nie prosić w kółko. Dlatego kolejne nowenny były już takie ogólne, z prośbą o opiekę MB nad jego małżeństwem, starał się też dziękować za wszystkie łaski od Boga za jej wstawiennictwem otrzymane, także za łaskę rodzicielstwa, mimo że nie było podstaw by twierdzić, że zostanie kiedyś tatą.

Z rozmyśleń wyrwała go Iwona. Uświadomił sobie, że długo tu już siedzi i czeka na nią. Iwona miała rozmazany od płaczu makijaż, ale wielką radość w oczach. Ledwie zatrząsnęła drzwi w samochodzie, on odpalił silnik, a jego żona, pełna przejęcia zaczęła mu opowiadać o tym, jak kuzynka z obawą pozwoliła jej na widzenie się ze schorowaną ciotką, bała się jak ta zagreguje. Dalej mówiła jaką konsternacje w oczach miała ciocia gdy zobaczyła Iwonę w drzwiach jej pokoju, jak zaczęły rozmawiać i wspominać czasy gdy Iwona przyjeżdżała  tam jako dziecko- na wakacje, jak ciocia się nią opiekowała. Padły sobie w ramiona. Ciocia poprosiła by jej tata ją odwiedził, że chce go przeprosić za te wszystkie lata głupiej kłótni. Iwonie dziękowała za wizytę i życzyła dla niej i jej małżeństwa wszystkiego co najlepsze i aby doczekała się tak cudownego dziecka jakim była ona. Piotr dziwnie poczuł się, gdy usłyszał te ostanie życzenia: czyli nawet umierająca ciotka widzi, że oni mają problem z niepłodnością- faktycznie są trędowaci, pomyślał.

 

Dwa tygodnie później, ciocia zmarła. Tato Iwony pojednał się ze swoją siostrą. Spędzał przy jej łóżku całe dnie. Przez pierwsze parę dni, gdy ciocia miała jeszcze siłę, nie mogli się nagadać. Wspominali swoje młode lata, albo nawzajem się przepraszali, za te ostanie kilka lat nienawiści. Widać że oboje żałują straconego przez głupią zawiść czasu.

Półtora miesiąca po pogrzebie ciotki, Iwona zobaczyła dwie kreski. Okazało się, że jest w 5-6 tygodniu ciąży.

Piotr i Iwona doczekali się potomstwa. Mimo nienajlepszych badań, posępnych min lekarzy, zostali rodzicami.

Historia, którą opowiedziałem wam w tegorocznym adwencie, jest prawdziwa. Usłyszałem ją od pary małżonków, których imiona wymyśliłem jako Iwona i Piotr.

Powyższa historia uczy nas, że nigdy nie należy tracić nadziei i zawsze trzeba ufać Bogu. To Bóg jest Panem życia i śmierci i Panem wszystkiego. Warto postawić na Niego i mu zaufać. Piotr i Iwona, uciekali się do Niego różnymi sposobami i w różny sposób i za przyczyną różnych Świętych. Ważne, że mu zaufali. Trzeba też pamiętać, że to Bóg decyduje o czasie i sposobie wypełnienia pragnienia jakie wlewa w serca ludzi. Takie pragnienie mieli Piotr i Iwona, chcieli zostać rodzicami, ale Bóg najlepiej wie kiedy to pragnienie zrealizować. Może wcześniej potrzebowali tego czasu, może był im potrzebny po coś, może bez tego długiego ich adwentu zapomnieli by o tym, że wszystko co mają zawdzięczają Bogu, a może potrzeba było wcześniej zgody i pojednania w rodzinie?

Nie wiem. Iwona i Piotr są natomiast pewni, że ich dzidziuś to cud i wielki dar od Boga.

Tegoroczny adwent się kończy, za rok będzie kolejny, a na blogu być może kolejna adwentowa opowieść. Już dziś zapraszam.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *