Niedawno miałem okazje z bliska obserwować wiele par narzeczonych, które uczestniczyły w kursie przedmałżeńskim. Widać było pomiędzy nimi wielkie uczucie. Iskry zakochania wprost sypały się w powietrze.
W małżeństwie o taką atmosferę nie jest już tak łatwo. Z biegiem lat to uczucie zmienia się. Ta zmiana może iść w różnym kierunku- albo to uczucie może wygasnąć, zmienić się w jakiś rodzaj przywiązania lub przyzwyczajenia, albo przerodzić się w głęboką, wielką miłość, której pierwsze zakochanie jest tylko tanią podróbką.
Każde jednak małżeństwo, każdy długoletni związek, prędzej czy później trafi na trudny czas. Kryzys jest wpisany w historię każdego związku. Kryzys może skończyć się wielkim bum. W kryzysie może nam się wydawać że towarzysz naszego życia uosabia wszelkie nasze niepowodzenia i niedoskonałości, możemy uważać, że z kimś innym życie byłoby piękniejsze. (łatwo wtedy popełnić błąd). Kryzys trzeba przetrwać. W kryzysie nie łatwo odpuszczać, rezygnować z walki o coś, co wspólnie z tą drugą połówką postanowiliśmy tworzyć decydując się na ślub. W kryzysie warto wrócić do słów przysięgi… „oraz że cię nie opuszczę aż do śmierci” Warto też wrócić do początku, do tego pierwszego zakochania. Przecież było coś co Was połączyło? Chwile, momenty, rozmowy, miejsca. Warto przypomnieć sobie tamten czas i nawet powrócić, jeśli to możliwe w te wasze miejsca gdy kiedyś działa się magia.
Dziś zbyt szybko w chwilach kryzysu rezygnujemy. Ja go/ją już nie kocham. Zbyt szybko odchodzimy, albo do kogoś innego, albo w nasz poraniony samotny świat. Zbyt szybko zamykamy drogę do budowania wspólnego świata.
Pokonanie kryzysu to zwycięstwo Twoje, Twojego małżonka i Waszych dzieci. Za drzwiami kryzysu często czeka na Was, kolejny wyższy poziom relacji, ta głęboka miłość o jakiej pisałem na początku. Wielka, głęboka relacja nie bierze się bowiem z znikąd, nie rodzi się sama, jest wynikiem wielkiej pracy tych dwojga i skutkiem pokonanych wspólnie kryzysów.

