Adwent to wyjątkowo klimatyczny okres w roku liturgicznym. Uwielbiam go. Dookoła świat budzi się z listopadowej szaroburej rzeczywistości. Ulice miast czy witryny sklepowe od dłuższego już czasu świętują gwiazdkę. Zachęcają do zakupów, do obdarowywania się prezentami. Nasze domy z każdym kolejnym dniem adwentu, także pięknieją,przywdziewają odświętnego wystroju a pod koniec adwentu pełne są zapachu świąt. Uwielbiam także ten świąteczny kicz: lampki, bombki,choinki, gwiazdeczki itp. Ale czekam tak naprawdę nie tyle na gwizdkę co na Boże Narodzenie.
Msze Roratne, te odprawiane jeszcze przed świtem, ze świecami lub lampionami przełamującymi mrok codzienności, ładują duchowe akumulatory i pomagają by w przedświątecznej bieganinie, znaleźć właściwy kurs, taki by dobiec w kierunku żłobka betlejemskiego a nie komercyjnej gwiazdki. Uważam, że z roratami, jest jak z pasterką, kto raz na nie się wybierze, będzie powracał i nie będzie mógł się doczekać kolejnego adwentu.
Jak co roku w adwencie, tu na blogu publikuje cykl tekstów z serii „Adwentowe Opowieści”, w tym roku, w każdy wtorek adwentu znajdziecie nową opowieść o człowieku. Będą to opowieści o zwykłych ludziach, których doświadczenie spotkania z Bogiem, zaufanie Bogu, doprowadziło do wielkiej odwagi i wielkiego poświęcenia dla innych. Teraz przykład ich życia może stać się pięknym drogowskazem na ten adwent.
Udanego adwentu!

