Adwentowe Opowieści Wiara

330. Opowieść o chłopcu co Jezusa za przyjaciela miał.

Jest Boże Narodzenie 1977 roku. Włochy, niedaleko Turynu. Dziesięcioletni chłopiec, o czarnych kręconych włosach i równie czarnych niezwykle głębokich i radosnych oczach z wielką radością ogląda prezent jaki właśnie dostał od mamy. Maszynę do pisania. Zawsze o niej marzył. Uwielbia pisać, chce kiedyś zostać nauczycielem. W rogu pokoju stoi piękna, pieczołowicie wykonana szopka, obok niej niewielka choinka. Chłopiec zasiada przed wymarzoną maszyną do pisania. Zbiera myśli i rozpoczyna tworzyć, swój pamiętnik.

Pierwsze zdanie, kieruje do matki: „Dziękuję Ci, mamusiu, że jestem na tym świecie, że dałaś mi życie. Jest takie piękne! Tak bardzo chcę żyć”

Ten chłopiec to: Silvio Dissegny. Jego ojciec to pracownik fizyczny w fabryce samochodów FIAT, mama zajmowała się domem.

Silvio to pogodny, pełny energii chłopiec. Ma bardzo dobre serduszko i stara się by nikomu nie wyrządzić krzywdy.  W dniu swojej Pierwszej Komunii św. notuje: „Od dziś moim największym przyjacielem będzie Jezus. Na zawsze” Dalej pisze: „Staram się być dobry dla wszystkich, ale czasem mi to nie wychodzi”

Jakiś czas potem zaczyna odczuwać ból w nogach. Wkrótce ból uniemożliwia mu jakąkolwiek aktywność fizyczną. Diagnoza jest druzgocąca. Rak kości. choroba postępuje szybko. Rodzice staja na głowie by zapewnić synowi jak najlepsze leczenie. Kilkakrotnie jedzie na chemioterapię do Paryża.

Od początku choroby chłopiec ofiaruje wszystko Jezusowi, zatapia się w modlitwie. Rodzice opowiadają, że szczególnie uwielbia różaniec. Tato chłopca w jednym z wywiadów mówił jak przykuty do łóżka choroby chłopiec, zwraca się do czuwającego przy nim ojca by poszedł już bo chce zostać sam, chce porozmawiać z Jezusem, tak dużo ma mu do powiedzenia.

Swoje cierpienie ofiaruje w konkretnych intencjach. Wierzy, że cierpienie ma sens i może przynieść duże owoce dla innych. Pod koniec życia, gdy choroba postępowała, wołał do Jezusa by go już stąd zabrał. Pocieszał mamę, by się nie zamartwiała. Mówił: „„Mamo, Pan Jezus mnie bardzo kocha i zabierze do nieba”

Chłopiec umiera we wrześniu 1979 roku, mając zaledwie 12 lat.

Po jego śmierci powstaje stowarzyszenie: „Przyjaciele Sylvia”, które zajmuje się działalnością charytatywną. Wokół jego grobu gromadzą się ludzie, wielu za jego przyczyną otrzymuje łaski.

W 2014 roku, Papież Franciszek podpisał dekret o heroiczności jego cnót.

—————————————————–

To już ostatnia odsłona „Adwentowych Opowieści” w tym roku. Mam nadzieje, że na kolejną część zaproszę już za rok w grudniu 2021.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *