Byli widoczni z daleka. Szli we trójkę całą szerokością chodnika, on po prawej ona po lewej stronie. W środku radośnie podskakiwało ono: ich dziecko. 3 letnia córeczka niosła dumnie lampion z migającym w środku ledowym „płomieniem”. Ledowe kolorowe światełka połyskiwały też w jej dziecięcych butach. Jest sobota, dzień przed wigilią, kilka minut przed 6 rano. Cała rodzina zmierza na ostatnie w tym roku roraty.
Dla córki jest to kolejna interesująca przygoda. Budzi się wcześnie i zamiast do przedszkola, jak jeszcze jest ciemna nocka rodzice zabierają ją do kościoła i to ze specjalnym zadaniem…
Nudno w tym kościele- myśli dziewczynka- ale wiem, nie mogę grymasić, mam ważne zadanie, muszę donieść lampion na msze. Fanie tak, gdy stoję z mamą i tatą w ciemnym kościele. Inne dzieci też mają lampiony. Nawet dorośli, już w kościele zapalają świece. Kościół wygląda wtedy bajkowo, niczym niebo pełne gwiazd. Fajny jest też ten moment gdy podczas jednej pieśni kościół się rozświetla takim zwykłym światłem. Potem jest już nuuudno, tak jak to zwykle na mszy, ale początek jest piękny. Jestem tu z rodzicami, bo dla nich to coś bardzo bardzo ważnego…
W ogóle, to bardzo lubię, gdy jesteśmy razem całą rodziną z mamą i tatą. Uwielbiam gdy razem się śmiejemy i wygłupiamy, gdy oni się ze mną bawią, gdy razem spędzamy czas. W kościele muszę być grzeczna, bo wtedy dostanę jakieś pyszności niespodzianki po śniadaniu. Mnniam, nie mogę się doczekać. Ehhh będzie to fajny dzień. Tata obiecał, że dziś po śniadaniu, jak wrócimy z kościoła to będziemy razem ubierać choinkę. Podobno mam specjalne zadanie do wykonania, tak mówi tata, ciekawe jakie. Z mamą będę dziś dekorowała pierniczki, ale będzie zabawa.
Byle by tylko nie zaczęli się kłócić. Nie lubię, jak na siebie krzyczą. Mama jest bardzo nerwowa i szybko podnosi głos. Taka wcale nie jest grzeczniejszy, nie słucha mamy, a potem się denerwuje, nawet przeklina. Nie lubię jak mama krzyczy na tatę a tata na mamę. Czasem myślę, że to przeze mnie, bo czasem kłócą się o mnie, bo może jestem za bardzo niegrzeczna?
W ostatnie wakacje to mama nawet krzyczała, że następnym razem pojedzie sobie sama ze mną na wakacje a tata jeszcze głośniej na nią że też sam pojedzie ze mną bo z mama już nie może wytrzymać. Tylko że ja nie chcę nigdzie jechać z mamą, nie chcę też nigdzie jechać z tatą. Ja chcę jechać z mamą i tatą. Chcę jechać całą rodziną!
Ostatnio na szczęście nie kłócą się już tak bardzo, częściej się razem śmieją, żartują i wygłupiają. No i ja też się z nimi wygłupiam. Lubię jak tak miło na siebie patrzą, wtedy czuje się naprawdę bezpiecznie. Ehhh mam pomysł. Niech sobie pójdą za rączkę, a ja złapię rączkę mamy z drugiej strony, o albo trochę mamy, trochę taty. Będę sobie tak biegać od jednej rączki do drugiej….
Cała trójka weszła na dziedziniec kościoła. Poczuł jak nagle, jego córka mocniej złapała za jego dłoń i przyciągnęła ją do siebie, a raczej dalej, do ręki idącej obok niej żony. Tak on jak i jego żona zrozumieli intencje dziecka, mocno złapali się za dłonie. Dziewczynka odskoczyła i pobiegła w stronę drugiej reki mamy, by podać jej swoją rączkę. Gdy mama skomentowała to całe zdarzenie słowami „co ty mała wyprawiasz” dziewczynka zaczęła głośno i po dziecięcemu się śmiać…
Zaskoczyło ich zachowanie córki.
On poczuł dumę, że ma tak mądre dziecko, ale i wdzięczność za to, że to pełne zabawy zachowanie ponad 3-letniej dziewczynki, przypomniało mu o tym, że tylko wtedy będzie najlepszym tatą na świecie, gdy będzie kochał i dbał o mamę tej małej kobietki. Wie, że trochę tą relację zaniedbał, ale robi wszystko by nadrobić stracony czas… tym bardziej, że dostrzegł także zmianę w jego żonie.
Ona- jego żona, gdy poczuła ciepło jego dłoni i ten mocny uścisk- pomyślała, że jest szczęściarą, że może z nim właśnie kroczyć przez życie. Podobnie jak i do niego tak i do niej dotarło, że jej dziecko tylko wtedy będzie naprawdę szczęśliwe gdy oni będą się kochali. Postanowiła wtedy, że zrobi wszystko by nic i nikt nie zrujnował tego co razem budują. Sama od pamiętnej adwentowej spowiedzi trochę odpuściła, walczy ze swoją perfekcyjnością i pozwala na to by i inni pomogli jej przy córce…
Imponowało jej także to, że począwszy od tych pierwszych rorat sprzed trzech tygodni, jej mąż stara się jakoś bardziej…. mimo że nie pracuje wcale krócej, to sam pilnuje tego by i ona miała czas tylko dla siebie i naprawdę dla siebie a nie np na porządki w domu… Jest go jakby więcej, mimo że wcale szybciej z pracy nie wraca. Pilnuje jednak ustaleń jakie razem dokonywali w każdą sobotę po kościele, albo informuje że wróci trochę później. Znów poczuła, że jest dla niego ważna.Nie jest idealnie, ale patrząc na to jak on walczy o to by ich małżeństwo było piękniejsze i ona postanowiła powalczyć ze swoimi słabościami
Zastanawia się co się stało i czy to tylko chwilowe, czy może jest świadkiem prawdziwego adwentowego cudu…
To już trzeci ostatni wpis z cyklu „Adwentowe Opowieści”
Czytając dwa poprzednie wpisy: ON (TUTAJ) i ONA (TUTAJ) poznasz całość tegorocznej historii.
Cykl „Adwentowe Opowieści” ukazywał się także w poprzednich latach. Wszystkie teksty znajdziesz klikając po prawej stronie w menu „Kategorie” a następnie w”Adwentowe Opowieści”
A kolejna „Adwentowa opowieść”, kto wie, być może za rok.
Na koniec, jeszcze życzenia, bo to ostatni przedświąteczny wpis.
Życzę aby, te Święta przepełnione były prawdziwą i czystą Miłością,
by ta Miłość pochodząca od Dzieciątka Jezus rozświetlała mroki waszej codzienności, by była inspiracją do przebaczenia,
impulsem do naprawiania tego, co popsute
i do walki z własnymi słabościami.
Wesołych Świąt

