Tagi

, , , ,

Dziś rozpoczynamy adwent. Jaki wykorzystamy ten, wyjątkowy czas? Czy w dobie przedświątecznej gorączki i szału zakupów zauważymy w ogóle że jest?

Adwent jest zupełnie jak okres oczekiwania na narodziny dziecka. Rodzice czekają na tą chwilę. Różne to oczekiwanie przebiega. I jest pełne radości i czasem smutku, niepewności, cierpienia. W tym czasie jednak, przyszła mama jest tak blisko ze swoim jeszcze nienarodzonym dzieckiem, jak już nigdy później nie będzie. Przez jej bliskość, także i opiekujący się nią i towarzyszący jej mężczyzna, w pewien niezwykły sposób odczuwa bliskość tej nienarodzonej, ukrytej w pod sercem mamy, istoty.

I wydaje mi się, że w adwencie o tą bliskość chodzi.

Wielu z nas na adwent przygotuje sobie szereg wyrzeczeń, zrobimy sobie taki, symboliczny już, post od cukierka. Nie jest to złe, ale w jaki sposób zbliży nas taki post do Boga? Jak zwiększy naszą wiarę?

Według mnie, lekarstwem na konsumpcyjne Święta, w których blask prezentów zastępuje szczere bycie razem, jest właśnie dobre przeżycie adwentu, przeżycie tego czasu blisko Boga.

W tym adwencie, nie mam więc żadnych większych postanowień, związanych z odmawianiem sobie czegokolwiek. W tym adwencie, chciałbym codziennie być na roratach, jeśli zdarzy się, że zaśpię lub z innych powodów nie będę mógł w nich uczestniczyć, to w tym dniu poświecę dłuższy okres czas na bycie z Nim w zwykłej, osobistej modlitwie.

Według mnie, właśnie Msza Święta jest miejscem w którym dzieje się największy cud, poprzez który Bóg, tak bardzo jednoczy się ze swoim stworzeniem jak nigdzie gdzie indziej. Przyjęta Komunia Święta, daje przecież – praktycznie – taką jedność jaką jest jedność mamy i jej nienarodzonego dziecka. Roraty natomiast, a więc Msza Święta, gdzie w sposób szczególny zwracany się o wstawiennictwo do Matki Bożej, to przecież takie miejsce i czas, w którym w sposób niezwykły możemy odczuć bliskość Boga, prawie tak jak tato odczuwa bliskość nienarodzonego dziecka w łonie mamy.

Być blisko Jezusa, to głównie zadanie adwentu.

Wielu też podejmując jakieś wyrzeczenia lub inicjatywy modlitewne lub inne, robi to w jakiejś konkretnej intencji. I to jest super.

Byle by tylko nie potraktować tego czasu jak magicznego zaklęcia, w stylu: jak będę uczestniczyć we wszystkich roratach to na pewno Bóg mnie wysłucha. Nawet jeśli, takiego magicznego myślenia nie będzie, to ta intencja może przysłonić nam piękno adwentu. Zamiast oczekiwać Boga, oczekiwać będziemy realizacji naszej prośby.

Chcę zatem uczestniczyć w roratach, ale nie chce by to moje uczestnictwo wiązało się z lawiną próśb do Boga. Wiele mam potrzeb, mógłby to być prawdziwy koncert życzeń. Mam też za co dziękować. Tylko czy gdybym tyle mówił nie zagłuszyłbym głosu Boga? Przecież On doskonale wie co mi potrzeba.

Być z Nim, blisko w oczekiwaniu na tajemnice Bożego Narodzenia, bez zbędnych słów. Być z Nim, tak jak jest się z przyjacielem, nacieszyć się Jego obecnością i zaprosić Go do siebie. To jest zadanie na adwent.

Chcesz i ty podjąć to zadanie?